Kultura i polityka

Dzieje ludzkości przynoszą wystarczająco dowodów na coś, co nazywać można zasadą wspomagania. Wszak artyści wspomagali talentami niejeden reżim, ale też niejeden upadek tyrana odbył się przy ich udziale. Co więcej władza sztuki może być równie atrakcyjna jak każda inna forma
władzy.

Aby sprowokować do przemyśleń, przyglądamy się mariażowi kultury z polityką w rozmaitych odcieniach, dawniej i dziś.

    • 1
      Od redakcji
      Jacek Purchla

      „Sztuka jako spontaniczna wypowiedź życia stawia zadania etyce – nie przeciwnie – pisał Bruno Schulz do Witkacego. – Gdyby sztuka miała tylko potwierdzać […], byłaby niepotrzebna”. Opinia ta pozostanie tak samo prawdziwa również wtedy, gdy w miejsce etyki wstawimy politykę i władzę, swoją drogą dziś może ona oznaczać także tę sugestywną władzę nauk ekonomicznych.
      Ideał ideałem, a dzieje ludzkości przynoszą wystarczająco dowodów na coś, co Anda Rottenberg nazywa zasadą wspomagania. Artyści wszak wspomagali talentami niejeden reżim, ale też niejeden upadek tyrana odbył się przy ich udziale.
      A jeśli władza sztuki może być równie atrakcyjna jak każda inna forma władzy? Jekatierina Andriejewa pokazuje, że dzieło sztuki jako protest przeciwko przemocy, jako oskarżenie reżimu może dziś w jednej chwili obiec świat, zwielokrotnione w środkach masowego przekazu. Rodzi się więc pytanie, w jaki sposób dzieło zyskuje tę władzę: dzięki swojej doskonałości, jak uważano niegdyś, czy też skutkiem pracy powielających je mediów.
      Treść numeru dopełniają: Ivan Čolović, który analizuje półwiecze układu między polityką a kulturą w Serbii, Bożena Gierat‑Bieroń, podejmująca podobny trop i przyglądająca się pojęciu polityki kulturalnej oraz jej demokratycznym i totalitarnym wcieleniom, oraz Janusz Sepioł, kreśląc potencjalne scenariusze dla naszego regionu z perspektywy geopolityki, nawet jeśli niechętnie widzianej w towarzystwie kultury, to jednak i w jej sferze wiele znaczącej.
      Światło na sytuację bieżącą rzucają uwagi Katarzyny Jagodzińskiej i Żanny Komar na temat „kryzysów muzealnych” na Węgrzech i Ukrainie oraz Draga Jančara o niepoprawności politycznej Iva Andricia.

    • 4
      Mamy na oku

  • Sztuka i Polityka
    • 12
      Zasada wspomagania
      Anda Rottenberg

      Niemal od zarania dziejów sztuka służyła rozmaitym ideologiom i odzwierciedlała potrzeby raczej zleceniodawców niż samych twórców. Odwieczna zasada wspomagania władcy przez sztukę ujawniała się zarówno w treści dzieła, jak i w odpowiednim sposobie ukształtowania. Wymowę propagandową, wskazującą na potęgę możnych, miały więc nie tylko malowane lub rzeźbione panegiryki, lecz już sama okazałość wznoszonych dla nich siedzib – czy były przeznaczone do życia doczesnego, czy wiecznego. Piramidy egipskie i nowoczesne mauzolea nie stanowią tu wyjątku, wystarczy wspomnieć choćby o zawartości kurhanów znaczących szlaki cywilizacyjne od Łaby po Morze Chińskie. Słynna, licząca osiem tysięcy figur, terakotowa Wielka armia z Xi’anu stworzona została na pośmiertne potrzeby pierwszego chińskiego cesarza z dynastii Qin; jego doczesne ambicje zaspokajał budowany przez dziesięciolecia Mur Chiński. W ten sposób jeden władca pozostawił po sobie dwa pomniki zaliczane do cudów świata. O artystach, architektach, konstruktorach, którzy te cuda projektowali, historia nie wspomina. Nie wiemy, kto wymyślał i projektował większość z kanonicznych (już dzisiaj piętnastu) cudów świata. Czyj talent, biegłość i wyobraźnia stały za magicznymi już dzisiaj nazwami‑symbolami, znaczącymi szczyty ludzkich możliwości – od piramidy Cheopsa z roku 2560 p.n.e. po Machu Picchu z drugiej połowy wieku XV? Cztery tysiące lat anonimowej służby.

    • 25
      Tara terrible
      Łukasz Galusek

      Kim jest Tara (von Neudorf)? Artystą, rocznik siedemdziesiąty piąty, prowokatorem, zjadliwym ironistą, który zdążył wyrobić sobie reputację enfant terrible współczesnej sztuki rumuńskiej – z naciskiem na terrible.
      Tara to nazwisko, nie pseudonim. Krótkie, w sam raz dla artysty, bez znaków diakrytycznych. Gdyby je miało, byłoby rumuńskim słowem ţară – „kraj”, a nawet ţara – „ten kraj”. Dawniej głoskę „ţ” czasem zapisywano dwuznakiem „tz”. Nie ţară, lecz tzara. Oto kolejny trop – dadaistyczny. Widzimy Tristana Tzarę, właściwie Samuela Rosenstocka, jak w zuryskim Cabaret Voltaire proklamuje nowy ruch w sztuce – Dada. (Wśród założycieli nie brakowało młodych Rumunów, mówi się nawet o „rumuńskiej ciąży dadaizmu”, ponoć właśnie Rumuni mają skłonność do ironii ciążącej ku absurdowi). Rosenstock urodził się w niewielkiej mołdawskiej mieścinie. Tristanem Tzarą stał się w Bukareszcie. W imieniu Tristan niektórzy dopatrywali się echa dramatów Wagnera, inni tłumaczyli, że Tristan Tzara to trist în ţară – „smutny kraj”.
      Współczesny Tara kreśli po mapach.

    • 32
      Jekatierina Andriejewa / Ekaterina Andreeva

    • 44
      Kultura i polityka w Serbii. Konflikty i układy od połowy XX wieku
      Ivan Čolović

      Model, według którego w terenie odbywały się akcje znane pod nazwą „czystki etniczne”, miał ideologiczne źródło w modelu oczyszczonej etnicznie kultury. Obok znanych artystów, pisarzy i uczonych wkład w konstruowanie „serbskiej przestrzeni duchowej”, która powinna mieć adekwatne terytorium państwowe, wniosła kultura popularna, nowa muzyka ludowa, a także rock i muzyka etno z tendencją odwoływania się do „źródłowej” tradycji muzycznej.

    • 58
      Polityka kulturalna – kłopotliwość terminu
      Bożena Gierat‑Bieroń

      Pojęcie „polityka kulturalna”, choć sprawia wrażenie logicznej i semantycznej całości, nie jest zjawiskiem oczywistym. To pojęcie zawiłe i niejednoznaczne. Ma szeroki kontekst historyczny, społeczno‑polityczny i kulturowy. Jest używane zamiennie, banalnie, ma silne nacechowanie polityczne, negatywne, jest słowem wytrychem do nazywania bliżej nieokreślonych zjawisk, zarezerwowanym bardziej dla sfery biurokracji niż pozarządowej, bardziej dla enigmatycznie pojmowanej kultury niż dla sztuki. Słowem, to termin kłopotliwy. Zwłaszcza na gruncie środkowoeuropejskim, gdzie został obciążony balastem komunistycznej przeszłości lat 1945–1989.

    • 72
      Nowy „koncert mocarstw” w Europie Środkowej
      Janusz Sepioł

      Polskim politykom słowo „geopolityka” właściwie nie przechodzi przez gardło. Zapewne niesie zbyt wiele złych konotacji. Ale gdzie indziej – na przykład w Rosji – wręcz przeciwnie, jest stale w publicznym dyskursie odmieniane przez wszystkie przypadki. To zrozumiałe, tym bardziej że termin ten używany jest jako określenie rywalizacji pomiędzy superpaństwami o dominację nad strefami peryferyjnymi. Ale można go definiować inaczej – jako refleksję polityczną ze szczególnym uwzględnieniem czynników geograficznych: przestrzeni i demografii. A ponieważ od czasów twórcy pojęcia „geopolityki” – Rudolfa Kjelléna, upłynął już wiek, należałoby dodać czynnik trzeci: potencjał technologiczny. W doktrynie geopolityki kluczowym pojęciem jest „Raum‑motiv”, czyli wątek ekspansji przestrzennej, poszerzania pola geopolitycznego. Wśród siedmiu praw ekspansjonizmu, sformułowanych jeszcze przez Friedricha Ratzela, warto przypomnieć tezy, że przestrzeń państwa poszerza się wraz z rozwojem jego kultury i że wzrost państwa powoduje rozwój idei, produkcji, handlu oraz działalności misyjnej i odbywa się przez pochłanianie innych, mniejszych jednostek.

  • Rozmowa
    • 84
      Rozdwojenie jaźni
      Aleksandr Lipatow, Jacek Purchla

      Dlaczego nie powstało nowoczesne państwo zintegrowane ze swoim społeczeństwem, gdzie funkcjonują przekaz i dialog pomiędzy poszczególnymi warstwami a władzą? Dlaczego zamiast tego wytworzyło się państwo „monologizujące”? To jest wielka słabość Rosji, a zarazem jej wielka potęga, ale, powtarzam, to jest całość pęknięta.

  • Europejska Stolica Kultury
    • 104
      Maribor 2012 – czysta energia czy punkt zwrotny?
      Joanna Sanetra-Szeliga

      ESK w Słowenii to nie jedno miasto – lecz partnerstwo miast i miasteczek skupionych wokół Mariboru – rzymski Ptuj, w którym program osnuto wokół archeologii starożytnej, etnologii, kultury wina, dziedzictwa średniowiecznego. To wielokulturowa Murska Sobota i znane z teatrów i festiwali Novo Mesto mające zaprezentować dziedzictwo kultury halsztackiej. To wreszcie młody Slovenj Gradec, Miasto Orędownik Pokoju ONZ, oraz Velenje, dumne z dziedzictwa industrialnego, programów dla dzieci, pragnące zająć się w ESK także literaturą. Po tym jak w krajowym konkursie na ESK 2012 Maribor pokonał Lublanę, Celje i Koper, w życie weszło porozumienie zawarte 25 stycznia 2007 roku na potrzeby aplikacji. Umowa zobowiązała miasta do współpracy przy organizowaniu obchodów ESK w Słowenii. Wdrożenie w życie umowy okazało się jednak nie takie proste, na czym z pewnością zaważył kryzys finansowy.

    • 118
      Punkt zwrotny Online
      Suzana Žilič Fišer, Mitja Čander

  • Idee w Praktyce
    • 124
      Muzeum Historii Barcelony. Brama do miasta
      Joan Roca i Albert

      Muzeum jako agora.
      Debata o muzeum jako miejscu spotkań należy do najważniejszych punktów tak zwanej muzeologii krytycznej i toczy się w większości współczesnych muzeów sztuki: muzeum jako przenikalny element przestrzeni publicznej. Podejście to wymaga roztropności, ponieważ nie chodzi o rezygnację z autonomii muzeum na rzecz niejasnej heteronomii. W przypadku muzeum takiego jak MUHBA, solidnie zakorzenionego w dziedzictwie, koncepcja ta znajduje również wyraz w placówkach muzealnych, które nie są traktowane jako osobne instytucje, lecz jako „ogniska dziedzictwa” organicznie wpisane w tkankę miejską.
      Projekt o nazwie Barcelona transnarodowa. Połączeni obywatele to pilotażowy eksperyment, łączący różne formaty i podmioty – uczestniczy w nim wiele organizacji, zwłaszcza zrzeszających imigrantów – o jasno wytyczonym celu: zapewnić ciągłość istnienia sieci w przyszłości. Ekspansja muzealnego demos w mieście budowanym przez kolejne fale imigrantów z pewnością należy do zasadniczych zadań tej placówki.

  • Refleksje, Wrażenia, Opinie
    • 142
      Balast czy łatwy łup? Ukraiński kryzys muzealny
      Żanna Komar

      Na Ukrainie trwa gorączkowa wymiana dyrektorów najważniejszych placówek muzealnych. Akcja wywołuje wiele emocji, w periodykach coraz częściej pojawiają się tytuły: „rewolucja kulturalna”, „muzealny spisek” lub „wojna muzeów”. Zaczęto na Krymie, gdzie latem 2011 roku powołano nowych dyrektorów w pałacu Woroncowa w Ałupce (Ałupkyns’kyj istoryko‑architekturnyj zapowidnyk), w Historycznym Rezerwacie w Bachczysaraju (Derżawnyj istoryko‑architekturnyj zapowidnyk u m. Bachczysaraji), w Narodowym Rezerwacie „Chersonez Taurydzki” (Nacionalnyj zapowidnyk „Chersones Tawrijs’kyj”), w malowniczym pałacyku „Jaskółcze Gniazdo” (Lastiwczyne hnizdo) oraz w słynnym pałacu Liwadyjskim (Liwadijs’kyj pałac).

    • 146
      Budapeszt – polityczna dzielnica muzeów
      Katarzyna Jagodzińska

      W październiku 2011 roku rząd węgierski ustanowił urząd komisarza, którego zadaniem jest doprowadzenie do formalnego połączenia dwóch największych muzeów sztuki na Węgrzech: Węgierskiej Galerii Narodowej (Magyar Nemzeti Galéria) i Muzeum Sztuk Pięknych (Szépművészeti Múzeum), a następnie utorowanie drogi do budowy dzielnicy muzeów skupionej wokół reprezentacyjnego placu Bohaterów. Zgodnie z ambitnymi planami w 2017 roku stolica miałaby wzbogacić się o dwa nowe gmachy muzealne, a zwiedzający będą mieli możliwość doświadczania węgierskiej sztuki w kontekście międzynarodowym oraz obcowania z kolekcją fotografiiświatowego formatu. Na postkomunistycznych Węgrzech to już druga po milenijnej wielka inwestycja muzealna w Budapeszcie, kiedy to zapadają arbitralne decyzje, bez środowiskowych i społecznych konsultacji, w oderwaniu od sytuacji ekonomicznej i bez należnego namysłu.

    • 152
      Europa Jagellonica

      Z Jiřím Fajtem, kuratorem wystawy "Europa Jagellonica – sztuka i kultura w Europie Środkowej za czasów Jagiellonów 1386–1572", rozmawia Zoltán Gyalókay

    • 162
      Kawa w sercu Europy
      Beata K. Nykiel

      Specjalizujący się w badaniach nad pamięcią zbiorową i dziedzictwem kulturowym słoweński etnograf i antropolog z Lublany, dr Božidar Jezernik, znawca historii i kultury Półwyspu Bałkańskiego, znany polskim czytelnikom z książki "Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników", w swoim znakomitym eseju o kawie zaskakuje wielbicieli wywodzącego się z Etiopii smolistego trunku nie tyle zakresem zgromadzonej faktografii, ile konkluzjami o charakterze socjologiczno‑antropologicznym. Wielowiekowa historia społeczna tego napoju, łącząc w sobie naprzemiennie elitarność i demokratyzację, wciąż odsłania nowe wątki, a interdyscyplinarne badania nad recepcją kawy w kolejnych krajach i społeczeństwach skłaniają do refleksji znacznie głębszych niż dno papierowego kubka XXL z aromatyczną mokką w wydaniu ultramodnego Starbucksa. Historia ekspansji globalnych marek kawiarnianych w Europie Środkowej powiela zresztą drogę rozpowszechnienia samej kawy w tej części kontynentu.

    • 172
      Wschodnie pogranicze w sepii i bez
      Wojciech Wilczyk

      Na album "Kresy w fotografii Henryka Poddębskiego", wydany przez lubelską oficynę Ad Rem, natknąłem się przypadkowo w warszawskiej księgarni przy placu Bankowym. (...) Jest tam też stoisko z szeroko rozumianą tematyką „niepodległościową”, gdzie obok historycznych opracowań dotyczących partyzanckich oddziałów tak zwanych żołnierzy wyklętych, albumów fotograficznych odmieniających w tytule słowo „kresy” przez wszystkie przypadki, z pewnym zdumieniem wypatrzyłem właśnie książkę Poddębskiego. Temat albumu był dla mnie zaskakujący, ponieważ miałem w pamięci świetne zdjęcia tego autora wykonane podczas budowy miasta i portu w Gdyni oraz kapitalną serię przedstawiającą Hutę Cynku Uthemann w Szopienicach na Górnym Śląsku.
      Poddębski fotografem… „kresowym”? Czy to możliwe?
      (...)
      Sięgając po wydany w 2011 roku przez Fundację Archeologia Fotografii album Zofii Chomętowskiej "Polesie" i mając w pamięci katalog błędów, jakie popełniono podczas przygotowywania publikacji albumu Henryka Poddębskiego, byłem pełen niepokoju. Właściwie mogłem sobie darować te obawy, znałem przecież dotychczasowe edycje Archeologii, jednak kiedy czytałem zapowiedzi wydawnicze książki Chomętowskiej oraz recenzje wystawy, która poprzedziła jej publikację, dręczyło mnie pytanie, jak redaktorzy albumu, zawierającego przecież fotografie ze wschodniego pogranicza II RP, unikną syndromu tak dobrze rozwijającej się w ostatnich latach w naszym kraju „nostalgii kresowej”.

    • 188
      Lekcja historii
      Anna Saciuk‑Gąsowska

      Dziesiątego listopada 2011 roku w Muzeum Narodowym w Szczecinie otwarta została wystawa "Ernst Barlach. Obrazy śmierci w twórczości niemieckiego ekspresjonisty". Wystawa, zorganizowana we współpracy z Ernst Barlach Stiftung Güstrow, prezentuje dzieła z tej właśnie instytucji oraz Ernst Barlach Haus w Hamburgu i Akademie der Künste w Berlinie.
      W Polsce Barlach nie jest artystą znanym i rozpoznawalnym, niewiele jego prac znajduje się w polskich kolekcjach publicznych, trudno także trafić na nie w innych muzeach na świecie, zwłaszcza poza Niemcami. Drewniana figura, zatytułowana Straszny rok 1937, znajdująca się w Scottish National Gallery of Modern Art w Edynburgu, jest jedną z niewielu rzeźb artysty ocalałych po „strasznym roku 1937”. Na tę nieobecność złożyło się kilka przyczyn. Oprócz prac na papierze Barlach wykonywał rzeźbę monumentalną, przewidzianą dla przestrzeni miejskiej, oraz rzeźbę nagrobną, realizowaną na terenie dzisiejszego landu Meklemburgia‑Pomorze Przednie, w okolicy miasta Güstrow, w którym mieszkał od 1910 roku aż do śmierci, dlatego tam właśnie jego realizacji jest najwięcej. Ale znaczenie ma także rok 1937, kiedy naziści „oczyścili” niemieckie zbiory ze sztuki uznanej za zdegenerowaną (entartete Kunst), czyli praktycznie każdej poza klasyczną w formie, zgodną z oficjalną linią ideologii głoszonej przez NSDAP. Z muzeów usunięto wówczas prawie czterysta prac Barlacha, zniszczono także wiele zaprojektowanych przez niego pomników.

  • Własną Ręką
    • 196
      Diabeł w książkach
      Drago Jančar

      Problem dotyczy tego, co rozumiemy pod pojęciem „Bałkany”. Przypominam: w marcu 1992 roku rząd francuski zorganizował debatę europejskich intelektualistów z obu stron żelaznej kurtyny pod tytułem Plemiona czy Europa. W pałacu Chaillot siedzieliśmy pod wielkim napisem „Les tribus ou l’Europe”, który już kształtem graficznym pozwalał się domyślać, o co chodzi organizatorom. Litery w słowie „les tribus” były niedbale rozrzucone i dziwnie zdeformowane, natomiast „l’Europe” zapisano regularnymi, okrągłymi, ładnie wyglądającymi znakami. Część uczestników – między innymi niektórzy francuscy filozofowie – zaprotestowała przeciwko tej symplifikacji: która część europejskiego kontynentu jest wobec tego plemienna?
      Zachodnia Europa miała problemy już ze zrozumieniem wydarzeń w krajach dyktatur komunistycznych Europy Wschodniej, kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych za sprawą dysydentów i ruchów obywatelskich wzmogły się wysiłki na rzecz odzyskania demokracji. Trudno było pojąć skomplikowany charakter tych procesów i wewnętrznych relacji w systemie komunistycznym. Ale mógł w tym pomóc chociażby wyraźnie manichejski obraz: demokracja versus dyktatura, wolny świat kontra tyrania. Po wybuchu kryzysu jugosłowiańskiego odpowiedź na pytanie, gdzie jest dzika, plemienna część Europy, była podana jak na dłoni – na Bałkanach.