Ziemowit Szczerek, Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową

Międzymorze Ziemowita Szczerka jest symptomem i zarazem diagnozą wyczerpania języka nacjonalizmu. Opisując sytuację polityczną i nastroje społeczne w Europie Środkowej, autor wykorzystuje dokładnie te same kategorie, które identyfikuje jako źródło problemów i wobec których usiłuje się dystansować. Obserwacja porażki tego przedsięwzięcia – przypominającego pomysł barona Münchhausena, by samemu wyciągnąć się za włosy z bagna – staje się paradoksalnie największą korzyścią płynącą z lektury tej książki. 
Szczerka interesuje kondycja krajów środkowoeuropejskich w sytuacji – jak to nazywa – „ucieczki od Zachodu” czy „buntu peryferii”. Przygląda się więc temu, w jaki sposób kraje, które zaledwie przed dekadą z wielkim optymizmem wstępowały do Unii Europejskiej, reagują na jej kryzys. Najlepiej widocznym objawem tej ucieczki jest zwrot populistyczny na Węgrzech, w Słowacji, Czechach czy w Polsce, wiążący się z nieufnością wobec liberalno‑demokratycznych wartości Zachodu oraz ze wzmacnianiem narracji właśnie narodowościowych. Szczerek podejmuje zasygnalizowaną przez Przemysława Czaplińskiego w Poruszonej mapie kwestię tego, jak się dziś mają idee środkowoeuropejskiej solidarności, i wyrusza w podróż, by przekonać się o tym naocznie. Jednak o ile poznański krytyk skupiał się w swojej analizie przede wszystkim na idei Mitteleuropy (i to w postaci opisanej przez Milana Kunderę), o tyle Szczerek sięga po reaktywowany niedawno w debacie politycznej projekt Międzymorza.

Tyle wynikałoby z tytułu. Ale problem Międzymorza powraca tu dość nieregularnie, a książka Szczerka jest także reportażem ze szlaku uchodźczego na Bałkanach, z poszukiwań śladów kultury niemieckiej na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych, relacją z warszawskich marszów w Dniu Niepodległości, rekonstrukcją rozmaitych fantazji polityczno‑historycznych o jedności Słowian, skróconymi dziejami Łużyc oraz relacją ze starć w Donbasie. Zresztą w swoich podróżach autor nie ogranicza się do Europy Środkowej, ale wędruje również do krajów bałtyckich czy do Rosji.

Spoiwem tej tematycznej różnorodności ostatecznie okazuje się nie przedmiot, ale podmiot – sam autor. Od prób zrozumienia problemów ważniejsze stają się przygody same‑ go Szczerka, który lubi Słowację, imprezuje na Ukrainie i pojechał do Emőd, bo zawsze chciał. W takim eksponowaniu własnego „ja”, typowym dla reportażu gonzo, nie byłoby jeszcze nic złego, gdyby nie to, że decyduje ono o charakterze wiedzy, którą autor przekazuje czytelnikowi. W Międzymorzu nie ma śladu specjalistycznych analiz, twardych danych czy poważniejszych diagnoz. Są za to prze‑ czucia, domysły, plotki, opinie. Żadnej episteme, wyłącznie dóksa. Szczerek szuka prawdy o sytuacji politycznej nie u politologów, ale wśród ludzi spotykanych w podróży. Bardziej ufa swoim domysłom niż informacjom, które mógłby pozyskać od osób lepiej zorientowanych w sytuacji.

W tym świetle nie dziwi, że uprzywilejowaną sferą, w której Szczerek odbywa swoje podróże, nie jest wcale przestrzeń, lecz – stereotyp. W tym sensie zapowiedź na początku Międzymorza: „To jest książka podróżnicza. To będzie książka o podróżach i wrażeniach. Komu się to nie podoba, niech odłoży ją już teraz” – nie zostaje spełniona. To znaczy owszem, Szczerek z pewnością podróżował (i podróżuje), ale o tym, jak postrzega rzeczywistość, bardziej decyduje to, co już wie, niż to, co jest. Bo stereotyp to dziedzina wiedzy ustalonej, a do tego mało zniuansowanej, sprowadzającej się do prostych definicji w rodzaju: „Słowackość to wiejskość”. Jasne, że autor traktuje to trochę ironicznie („Męczyłem ich, bo ja tak czasem mam, gdy jestem pijany, żeby mi powiedzieli, co jest istotą łotewskości. Co ją charakteryzuje. Żeby mi powiedzieli, co jest tak na sto procent łotewskie”), ale jednocześnie wykorzystuje stereotypy najzupełniej serio i za ich pomocą usiłuje zinterpretować to, co widzi: „Wspólny, wschodnio‑ ale i środkowoeuropejski jest antystyl prowincji, gdzie dominują rozdeptane, ciemne buty, kurtki bez kształtu i w ogóle kształty bez kształtu […] Jeśli miałbym powiedzieć, co jest zachodnie, to wymieniłbym schludność i porządność. Spokój i pragmatyczność, które nawisają nad tym krajem jak kojący balsam”.

Tego rodzaju esencjalistycznych opisów jest w Międzymorzu mnóstwo, a  kategorie etniczne stanowią tu (a może w całym pisarstwie Szczerka) główny, jeśli nie jedyny, sposób postrzegania rzeczywistości. Autor traktuje społeczności jak gatunki naturalne – niezmienne i możliwe do uchwycenia w kilku stałych cechach. Dlatego też w swoich dociekaniach uprzywilejowuje historię – i to najlepiej średniowieczną – do której sięga, tak jak w części poświęconej Węgrom, by uzasadnić rzekome cechy ich współczesnej kultury. Pomija przy tym wewnętrzną dynamikę i różnorodność opisywanych społeczeństw, dlatego tak chętnie operuje pierwszą osobą liczby mnogiej: „nie byliśmy również gotowi przyznać, że Licheń to także my. Sacro polo, disco polo: tak, to my”. Logika ta, doprowadzona do skrajności, staje się w końcu swoją własną karykaturą – wszystko zaczyna przypominać wszystko, tożsamości narodowe zamieniają się miejscami, a zamiast wiedzy – dostajemy żonglerkę pustymi nazwami („Czesko tu było. Albo w Czechach austriacko. Albo jeden diabeł”).

Można by uznać, że w taki sposób Szczerek osiąga przewrotny efekt: zaprzęgając jawnie anachroniczny słownik nacjonalistyczny i zwiększając jego obroty, doprowadza go do nieuchronnego załamania (tak jak akceleracjoniści chcieliby uczynić z kapitalizmem). W takim ujęciu Międzymorze stanowiłoby parodię idei narodowej, której przeciw‑ stawiona zostaje całkowicie inna: dynamiczna i skupiona na procesie, a nie na esencji, koncepcja społeczno‑polityczna: „Na Bałkanach bliskowschodniość łączy się ze środkowoeuropejskością i wschodnioeuropejskością. Ta ostatnia z kolei – w krajach bałtyckich – wtapia się w skandynawskość. A środkowoeuropejskość – w Czechach czy Słowenii – w zachodnioeuropejskość. Tak to jest z tą Europą Środkowo‑Wschodnią. To wieczny korytarz. Wieczna transformacja”.

Tyle tylko, że książka Szczerka parodią jest i nie jest. Po każdym rozpoznaniu niewystarczalności języka nacjonalistycznego (a to powyżej cytowane pojawia się już w połowie książki) powraca on jak upiór, którego nie da się odegnać. W wywiadzie dla „Dwutygodnika” autor mówił: „to jakoś nacjonalizm, a nie socjalizm czy demokracja, chwycił najmocniej […] Dla większości ludzi to podstawowy punkt odniesienia w kwestii tożsamości. Kiedyś czymś takim była religia, dziś idea narodowa”. Dostrzegając to głębokie wrośnięcie nacjonalizmu w życie codzienne i w sposoby konstruowania tożsamości, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej, Szczerek upiera się, by wykorzystywać go również jako narzędzie poznawcze. A to już prowadzi na manowce.

Jest w tym pewien fatalizm. Autor zdaje sobie doskonale sprawę, że kategorie narodowościowe są nieskuteczne, i to nie tylko poznawczo, ale również pragmatycznie („Nacjonalistyczni Węgrzy nie porozumieją się na dłuższą metę z żadnym ze swoich nacjonalistycznych sąsiadów, nacjonalistyczna Polska nie porozumie się z nacjonalistyczną Litwą czy Czechami, Chorwaci z Serbami etc.”). A jednak pozostaje mocno nieufny wobec prób ich odrzucenia: „z polskości za bardzo nie ma gdzie odejść. Do Europy? Ledwo zipie, zresztą tożsamości europejskiej nie ma. Na grunt jakiejś ideologii jako tożsamości? A niby jakiej? »Lewa strona« trwa więc w dziwnym zawieszeniu, w niedotożsamości, obrażając się na polskość i do niej wracając”.

Ciekawe jednak, że w tak przedstawionej charakterystyce stosunku do tożsamości narodowej Szczerek nie dostrzega możliwości wyjścia z impasu, w którym sam tkwi. Takiego mianowicie potraktowania idei narodowej, które nie ignorując jej oczywistego oddziały‑ wania, nie akceptowałoby jej monopolu. Bo tylko godząc się na produktywny stan „niedotożsamości”, możemy przestać ograniczać się do mniej lub bardziej efektownych, choć zawsze mało efektywnych parodii i zacząć wypracować nowe języki mówienia o kondycji naszych społeczeństw.

Maciej Jakubowiak

Ziemowit Szczerek, Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową, Wydawnictwo Czarne – Agora,  Wołowiec – Warszawa 2017