Za tamtą górą. Wspomnienia łemkowskie

Antoni Kroh
Iskry, Warszawa 2016

Najnowsza książka Antoniego Kroha to kolejny w dorobku tego pisarza, etnografa, tłumacza literatury czeskiej i słowackiej oraz badacza sztuki ludowej Karpat, a także kuratora wystaw o tematyce etnograficznej – tom będący czymś w rodzaju wypadkowej memuaru, autobiografii intelektualnej i dziejów historii polskiej etnografii i etnologii ostatniego stulecia. Po sławnym i fascynującym Sklepie potrzeb kulturalnych (1999), poświęconym historii i kulturze Podhala, po Starorzeczach (2010), rodzinnej sadze z historią powszechną w tle, i po rewelacyjnym i demaskatorskim zarazem tomie Wesołego Alleluja Polsko Ludowa, czyli o pogmatwanych dziejach chłopskiej kultury plastycznej na ziemiach polskich (2014), w którym zajmowały autora perypetie sztuki (neo)ludowej po drugiej wojnie światowej i jego własna w tej kabale rola, Kroh zajął się swoją drugą obok Podhala miłością – odkrywaną przez siebie od lat siedemdziesiątych Łemkowszczyzną.
Jak to jednak u Kroha bywa, książka nie jest ani naukową rozprawką, zdobioną nadmiernie w uczone przypisy, ani dysertacją pisaną wydestylowanym z języka śmiertelników idiolektem zawodowego etnografa. Kroh bowiem, dyplomowany wprawdzie badacz, jak zwykle z dystansem, ironią i humorem podchodzi do własnej dyscypliny i stworzonych przez nią kryteriów naukowości czy też obiektywności opisu naukowego. W żyłach Kroha płynie bowiem prawdziwa krew, nie zaś rozwodniony sok czystego rozumu; autora więc, owszem, interesuje faktografia i nigdzie nie pozwala on sobie na dezynwolturę, prawdziwie fascynuje go jednak takie opowiadanie historii, w którym łączą się małe narracje snute z bardzo określonej, prywatnej i subiektywnej perspektywy. Jak sam przyznaje, definiując przy okazji na nowo zadania etnografii: „Ja tam nie wiem, jak było naprawdę, ale jestem etnografem – mnie obchodzi, co ludzie gadają. Skoro mówią, że w starej wierzbie siedzi diabeł, znaczy siedzi. Niektórzy z naszej branży mówią na to »fakt kulturowy«”.
I tak jak na znawcę i tłumacza prozy Jaroslava Haška przystało, Kroh raczej nieśpiesznie snuje swoją gawędę, w której splatają się losy działaczy zasłużonych dla łemkowskiej walki o przetrwanie po katastrofie drugiej wojny światowej, zadekretowanych w Moskwie i Warszawie wygnaniach, tułaczce i poniewierce z historią życiową i zawodową samego autora – młodego ongiś etnografa, początkowo niepewnie i po omacku, jak sam przyznaje, poruszającego się po coraz bardziej go fascynującej tematyce łemkowskiej; człowieka, który został w 1984 roku kuratorem – komisarzem, jak się to wówczas mówiło – przełomowej wystawy Łemkowie  Лемкы w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, w końcu zaś stał się świadkiem i czujnym obserwatorem łemkowskiego odrodzenia kulturalnego i społecznego dwóch ostatnich dekad XX wieku. Tak skrojona narracja została bogato inkrustowana owymi podsłuchanymi i podglądniętymi „faktami kulturowymi”, które układają się we wstrząsającą kronikę niegodziwości i krzywdy, jaką w drugiej połowie XX wieku wyrządzono w Polsce – w majestacie państwa i Kościoła nierzadko – Łemkom. Będąc więc zapisem kulturalnego odrodzenia Łemków, jest też Za tamtą górą diariuszem wypadków, jakie układają się w opowieść o kłopotliwym z początku kulturowym – materialnym i niematerialnym – dziedzictwie łemkowskim, które kiedy stało się mieniem połemkowskim, nabrało cech dziedzictwa obcego, wypieranego i dlatego też niechcianego.
Książka bogata jest więc w opisy celowych dewastacji unickich kościołów, kaplic i cmentarzy, rejestruje również wiele wymierzonych w niematerialną spuściznę łemkowską działań, takich jak zacieranie rusińskich toponimów czy całkowita ich anihilacja. Sam jej tytuł pochodzi zresztą z przytoczonej przez Kroha anegdoty związanej właśnie z mapowaniem i nazywaniem obszaru dawnej Łemkowszczyzny i kłopotów językowych łączących się z rozumieniem jej topografii po katastrofie lat czterdziestych. Kroh streszcza swoją rozmowę z zaprzyjaźnionym Łemkiem, panem Sową: „– W jakim Kryszczowie? – O, tu. Sąsiednia wioska była, za Ośnichowskim Wierchem. – Że gdzie? – No za Ośnichowskim Wierchem. – Że gdzie? – No za Ośnichowskim. To ta góra, o. – Ta? – Nie ta, tamta. – A. – Znaczy ta, o? […] – Ośnichowski Wierch. Po lewej od niego Kryszczów, po prawej Uhryń. – Za tą górą, czy za tamtą górą, ten Kryszczów, co pan mówi? Pan Sowa uśmiechnął się trochę niepewnie, trochę przepraszająco. Jakże tu gadać z takim, co nie wie, gdzie jaka góra w rodzinnej wsi. Za tą górą, za tamtą górą. Nie idzie tak się dogadać”. Kroh, miłośnik Podhala i autor licznych publikacji mu poświęconych, zajmuje się także skomplikowaną historią Łemkowszczyzny i trudnych stosunków góralsko‑łemkowskich po 1945 roku, od kiedy to zaczęły się akcje przesiedleń ludności łemkowskiej, najpierw, bezpośrednio po wojnie, na tereny sowieckiej Ukrainy i w 1947 roku na tak zwane Ziemie Odzyskane w ramach akcji „Wisła”. Jak zauważa w zatytułowanym wymownie rozdzialeWiatr od Tatr, cyli kany ta honorność: „Półtora stulecia temu Podhale i Łemkowszczyzna niewiele się różniły poziomem materialnym. Tu i tam bieda, dzisiaj niewyobrażalna. Dwudzieste stulecie wykopało przepaść między dwoma regionami tych samych północnych stoków Karpat. Podhalanie i Łemkowie, ongiś sobie bliscy, żyją dzisiaj na innych planetach. A jeśli czasem się spotykają, nie mają sobie nic do powiedzenia”.
Temat stosunków góralsko‑łemkowskich Kroh poruszał wprawdzie już wcześniej, gdyż o góralskiej „kolonizacji” łemkowskich – teraz połemkowskich – Pienin i Beskidów, zajmowaniu pastwisk i zamienianiu cerkwi w obory na czas redyku pisał obszernie w drugim, zmienionym wydaniu Sklepu potrzeb kulturalnych po remoncie (2013). Powraca teraz jednak do tych historii, ukazując ową „kolonizację” w szerszym aspekcie kulturowym, na który złożyło się wyparcie kultury łemkowskiej i łemkowskiego dziedzictwa kulturowego przez dominującą i hegemoniczną kulturę polską, w obrębie której stało się ono dziedzictwem niechcianym.
Temat niechcianego dziedzictwa powraca na kartach książki wielokrotnie. Co istotne, zagadnienie to nie jest dla Kroha specyfiką li tylko polską ani nie dotyczy jedynie przeszłości historycznej. Wręcz przeciwnie, znajdziemy w książce opisy stosunków nie tylko polsko‑łemkowskich, lecz także słowacko- i ukraińsko‑łemkowskich, które pozwalają zobaczyć „kwestię łemkowską” w szerszym niż polski kontekście napięć i relacji narodowościowych i etnicznych, charakterystycznych dla obszaru niemal całej Europy Środkowo‑Wschodniej. Znajdziemy również całkiem niedawne lub aktualne wydarzenia ukazujące polskie kłopoty z Łemkowszczyzną – w jej zarówno prawosławnym, jak i greckokatolickim wydaniu – i jej kulturą. Doskonale uwidacznia się to w tych partiach książki, w których autor zestawia obok siebie opisy dwóch dewastacji i świętokradztwa zarazem. To jest zdewastowania przez ojców saletynów cerkwi unickiej przy ulicy Wiślnej w Krakowie w 1947 roku, gdy z premedytacją unicestwiono wówczas ikonostas projektu samego Jana Matejki, oraz zniszczenia krakowskiej kaplicy św.św. Borysa i Gleba na ulicy Kanoniczej wiosną 2015 roku. Ta zaprojektowana i wyposażona przez Jerzego Nowosielskiego kaplica została zlikwidowana, jak wiadomo, za przyzwoleniem kardynała Stanisława Dziwisza pod pretekstem przygotowania przestrzeni na potrzeby odbywających się w 2016 roku w Krakowie Światowych Dni Młodzieży.
Szczęśliwie bezduszni urzędnicy kurialni nie są jedynymi bohaterami książki Antoniego Kroha. Za tamtą górą obfituje bowiem we wspomnienia o osobach – Łemkach i nie‑Łemkach – krystalicznych, nierzadko heroicznych i niezwykle zasłużonych dla ratowania łemkowskiego dziedzictwa kulturowego. Dzięki ich działalności, podjętej jeszcze w latach siedemdziesiątych, dziedzictwo to staje się mniej obce i mniej niechciane.

Wojciech Szymański