Wszyscy gonimy za happy endem

Bogumił Luft
Rumun goni za happy endem
Czarne, Wołowiec 2014

Zaczęło się od wielkiego zapóźnienia – tak Lucian Boia rozpoczął swoją głośną książkę Dlaczego Rumunia jest inna?. Jest to pewien klucz do spojrzenia na Rumunię, kraj, który na mapie Europy zjawił się w drugiej połowie XIX wieku, mimo że sami Rumuni szczycą się znacznie starszą metryką. Kraj, którego dzieje są zmaganiem z czasem, rytmem epok, jakim odmierzana jest europejska historia. Nie tyle próbą dotrzymania mu kroku, ile pogonią, gonitwą za nim. Kto startuje z opóźnieniem, skazany jest na „ucieczkę do przodu”. Rzeczywistość jednak rządzi się swoimi prawami, toteż dzieje Rumunii utkane są z paradoksów. Okresy zrywu i niezwykłego przyspieszenia przerywane są latami stagnacji, a często regresu – „latami odliczanymi wstecz”, jak o czasach późnego Ceaușescu powiedział kiedyś Pavel Câmpianu.
Bogumił Luft świetnie rozumie tę specyfikę. Do Rumunii trafił w momencie wyjątkowym: w styczniu 1990 roku. I od razu znalazł się w sercu wydarzeń – na bukareszteńskim placu Uniwersyteckim, gdzie ważyły się losy rumuńskiej rewolucji, gdzie naprzeciw przebudzonemu miesiąc wcześniej społeczeństwu obywatelskiemu prezydent Ion Iliescu wezwał górników, aby „przywrócili porządek w kraju”. Wtedy stało się jasne, że rumuńska droga do demokracji nie będzie prosta: raczej kręta, wyboista i nie łatwo będzie pojąć postronnemu obserwatorowi, co naprawdę się dzieje.
Bogumił Luft postanowił pozostać jak najbliżej wydarzeń i ich protagonistów; w latach 1993–1996 pełnił misję ambasadora RP w Rumunii, w pozostałym czasie – był korespondentem prasowym, przede wszystkim „Rzeczpospolitej” i Polskiego Radia. Zaowocowało to wyjątkowym opisem skomplikowanej transformacji Rumunii od jednej z najcięższych dyktatur komunistycznych do demokratycznego kraju członkowskiego Unii Europejskiej. Happy end?
Rumuńskie doświadczenie nauczyło autora, aby wstrzymywać się z pochopnym obwieszczaniem szczęśliwego końca. Zbyt wiele razy okazywało się, że coś, co miało zmierzać do happy endu nagle układało się niepomyślnie. Dlaczego? Być może dlatego, że Rumunia leży „okrakiem” między Wschodem a Zachodem, jak zauważył Kazimierz Jurczak, trafnie wskazując, że usytuowanie takie, obok metafory mostu, oznacza również ambiwalencję i dylematy wyboru.
O ile o Rumunii wiemy coraz więcej, można nawet powiedzieć, że Polacy polubili ją na nowo, o tyle Mołdawia pozostaje na zupełnym marginesie naszych zainteresowań. Bogumił Luft uczynił ją drugą bohaterką swej książki, bo właśnie Mołdawia stoi dziś w obliczu dramatycznych i fundamentalnych wyborów. Parafrazując Massima d’Azeglia, można powiedzieć: powstała Mołdawia, teraz trzeba stworzyć Mołdawian. Kim zechcą być, od tego wiele zależy. Stawka jest poważniejsza, niżby wskazywała na to populacja kraju. Tu waży się bowiem, którędy pobiegnie granica między Wschodem a Zachodem, wartościami europejskimi a narracją nowego autorytaryzmu, jaki promuje dziś Rosja. Kim będą Mołdawianie ciągle nie jest przesądzone. Luft świetnie przedstawia i komentuje ich rozterki. I dobrze zdaje sobie sprawę, nie tylko jako były ambasador RP w Kiszyniowie, że mołdawski happy end byłby pomyślny także dla nas.

Łukasz Galusek

Recenzja ukaże się w 17 numerze „Herito” , który będzie miał premierę w marcu i poświęcony będzie architekturze socmodernizmu.