Recenzja książki Vladimira Petrovicia „The Emergence of Historical Forensic Expertise. Clio Takes the Stand"

Dla historyków ta dziedzina społecznej aktywności jest dużym wyzwaniem, gdyż płynące z jej strony oczekiwania wchodzą w kolizję z fundamentalnymi regułami ich profesji. Gdy w XIX wieku mierzyli się z ideą historii powszechnej jako sądu nad światem (Weltgeschichte als Weltgericht), stopniowo przyjęli obowiązującą do dziś zasadę, że ich zadaniem jest zrozumieć, a nie osądzić przeszłość. Mając na uwadze zmienność kodeksów prawnych i moralnych, uznają, że ocenianie przeszłości jest ahistoryczne. Obawiają się również, że wyroki sądowe mogą zagrozić wolności badań, gdyż ich sentencje stają się „oficjalnymi” interpretacjami dziejów, podważalnymi na drodze sporu sądowego, a nie naukowej dyskusji. Petrović odpowiada na wspomniane wyzwanie, rekonstruując dzieje historycznej ekspertyzy forensycznej, czyli naukowej opinii służącej śledztwom i rozstrzyganiu sporów prawnych. W swojej książce pokazuje, jak w odpowiedzi na zapotrzebowanie prawne i społeczne eksperymentowano z włączaniem wiedzy historycznej do porządku procesowego i jak z czasem normalizowano te praktyki.

Autor przywołuje kolejno sławne procesy sądowe i próby zaprowadzenia sprawiedliwości historycznej, zadając im nowe pytania i uzyskując często zaskakujące odpowiedzi. Zaczyna od sławnej sprawy Dreyfusa, z którą związany był jeden z pierwszych nośnych procesów sądowych wykorzystujący profesjonalną ekspertyzę historyka. Dowodem zdrady Dreyfusa był dokument znaleziony w niemieckiej ambasadzie, którego autorstwo, jak podejrzewano niesłusznie, przypisano oskarżonemu. W sprawę zaangażował się – jeszcze przed sławną interwencją Émile’a Zoli – Gabriel Monod, uznany francuski mediewista. Dokonał on analizy dokumentu będącego dowodem w sprawie i orzekł, że jego autorem nie jest Dreyfus. Wystąpienie Monoda wsparło unieważnienie wyroku Dreyfusa, ale też wywołało gorącą dyskusję o zaangażowaniu historyków w procesy sądowe i o warsztacie ekspertyzy historycznej.

Znaczącą falę zaangażowania badaczy w ekspertyzę historyczną uruchomiły obie wojny światowe. Zamykający pierwszą z nich traktat wersalski zawierał sąd nad historią w postaci zapisu obarczającego Cesarstwo Niemieckie winą za wybuch pierwszej wojny światowej. Rząd Republiki Weimarskiej podpisał traktat, lecz ani on, ani społeczeństwo nie zgodzili się z tym orzeczeniem. Jeszcze w 1919 roku przy rządzie zaczęła działanie Komisja do Zbadania Kwestii Odpowiedzialności za Wojnę Światową, która do 1932 roku powoływała świadków, analizowała dokumenty i zlecała historyczne ekspertyzy, włączając w swoje prace ważnych historyków niemieckich i zarazem dynamizując dyskusję na temat aktualności obowiązującego obiektywistycznego paradygmatu badań historycznych – historyzmu.

Epilogiem do drugiej wojny światowej były procesy norymberskie, przed którymi postawiono zadanie nie tylko rozliczenia indywidualnych czynów oskarżonych, ale też – w ramach przywrócenia sprawiedliwości i polityki denazyfikacji – osądzenia państwa i społeczeństwa III Rzeszy. Procesy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym miały się stać – w często błędnie przytaczanej wypowiedzi amerykańskiego prokuratora Roberta Kempnera – „największym seminarium historycznym w dziejach świata” (właściwie mówił on o „największym na świecie instytucie badawczym”). W Norymberdze nie powołano ekspertów historycznych, ale większość spraw prowadzono na podstawie szeroko zakrojonych historycznych badań nad spuścizną archiwalną III Rzeszy, których rezultaty przekształcono w materiał sądowy. Jednym z efektów pracy trybunału – wyczekiwanym przez decydentów budujących powojenny porządek, ale budzącym obawy historyków – była zarysowana w sentencji wyroku „oficjalna historia” III Rzeszy. Prowokowała ona pytanie, czy w Norymberdze trafnie przedstawiono przeszłość. Wielu komentatorów odpowiadało na nie negatywnie, wskazując, że procesy skupione na członkach elity nazistowskiej promowały fałszywy obraz społeczeństwa niemieckiego lat 1933–1945 jako wspólnoty zastraszonej czy zmanipulowanej przez grupę szaleńców, wbrew swej woli i w ograniczonym stopniu uczestniczącej w projekcie rasowego porządku.

Norymberga miała być otwarciem stopniowego prawnego rozliczenia III Rzeszy, jednak liczba procesów zbrodniarzy dawnego reżimu odbywających się w Niemczech w kolejnych latach malała. Zmianę przyniósł proces członków Einsatzkommando w Ulm w 1958 roku, a wcześniej zapowiadała ją sprawa Remera z 1952 roku. Ta ostatnia zyskała akceptację społeczeństwa RFN i aparatu sądowniczego dla procesów osądzających wydarzenia drugiej wojny światowej oraz wykorzystania ekspertyzy historycznej, gdyż dotyczyła ona obrony dobrego imienia organizatorów zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 roku. Z kolei proces w Ulm, który doprowadził do skazania dziesięciu oskarżonych o udział w masowych morderstwach, nabrał dużego rozgłosu i przygotował grunt pod ustanowienie w 1958 roku Centrali Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu – pierwszej instytucji, której zadaniem było rozlicznie nazizmu i która przyspieszyła działania prawne wobec zbrodniarzy. W obydwu procesach ważną rolę odegrali historycy, dostarczając materiału dowodowego w postaci zanalizowanych dokumentów i raportów, w tym opinii odpowiadającej na pytanie, co groziło członkom Einsatzkommando za odmowę udziału w zbrodniach.

Lata sześćdziesiąte to – w dobrze uzasadnionym ujęciu autora – okres „normalizacji” ekspertyzy historycznej w sądach niemieckich, która stopniowo objęła również systemy prawne innych krajów zachodnich. Wzmocnieniem dla tego trendu były procesy załóg obozów śmierci w latach 1963–1966, podczas których szeroko korzystano z ekspertyzy historyków III Rzeszy i pracowników ośrodka w Ludwigsburgu. Ważną rolę odegrał również najsławniejszy z procesów zbrodniarzy nazistowskich – proces Adolfa Eichmanna (1961). Paradoksalnie w tym procesie bezpośrednio uczestniczył tylko jeden historyk – Salo Baron, a jego ekspertyza, w opinii wielu obserwatorów, była nieudana. Niemniej sam proces i komentarz Hannah Arendt napędzał dalsze działania służące ściganiu i osadzeniu zbrodniarzy nazistowskich, a także debatę dotyczącą możliwości osiągnięcia sprawiedliwości historycznej (Arendt domagała się jej, a zarazem wątpiła w jej spełnienie przy użyciu istniejących narzędzi prawnych).

Perspektywę Europy kontynentalnej i jej systemu sądowniczego Petrović uzupełnia o rozbudowane uwagi dotyczące dziejów ekspertyzy historycznej w porządku prawa precedensowego w USA. Raporty historyków amerykańskich odegrały dużą rolę w postępowaniach dotyczących dwóch typów spraw: segregacji rasowej i odszkodowań dla amerykańskich Indian. Ich zadaniem było dostarczenie dobrze udokumentowanych historycznych analiz dotyczących własności ziemi (Otoe and Missouria vs United States, 1953), kontekstu uchwalenia 14. poprawki do konstytucji USA (Brown vs Board of Education of Topeka, 1954) czy kompetencji władz stanowych i federalnych w zakresie ustalania granic okręgów wyborczych (Baker vs Carr, 1962). W systemie anglosaskim pozycja historyka wydaje się trudniejsza, gdyż skargowy model procesu, w którym ekspertów powołują strony sporu, a nie sędzia (tak jak w modelu kontynentalnym), silniej skłania ich do zajęcia określonego stanowiska w sprawie, zagrażając zasadzie obiektywności badania historycznego.

Dopiero zaczynamy rozumieć konsekwencje wzrostu praktyk sprawiedliwości historycznej. Problemy, jakie stawia on przed historykami, prawnikami czy społeczeństwem w ogóle, trudno rozwiązać. Książka Petrovicia o dziejach historycznej ekspertyzy forensycznej jest na nie trafną odpowiedzią. Klarownie relacjonuje bowiem mało znaną opowieść o tym, jak to się stało, że znaleźliśmy się w obecnej sytuacji, i pozwala w większym stopniu ją zrozumieć. 

Jakub Muchowski, "Herito" nr 29, s. 170-171. 

Vladimir Petrović

The Emergence of Historical Forensic Expertise. Clio Takes the Stand 

Routledge, New York – London 2017

https://www.routledge.com/