Recenzja książki Ece Temelkuran „Turcja: obłęd i melancholia”

Ece Temelkuran napisała krótki przewodnik po tureckiej polityce, historii i kulturze obliczony na zachodniego odbiorcę. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z książką powierzchowną, wręcz przeciwnie – Turcja: obłęd i melancholia to erudycyjny, wciągający esej o powstawaniu współczesnego państwa autorytarnego.

Świetnie, że taka książka wyszła akurat spod pióra Temelkuran. To jedna z najwybitniejszych tureckich pisarek (polskiemu czytelnikowi znana z Tańca w rytmie rewolucji i Odgłosów rosnących bananów), ale też doświadczona dziennikarka pisząca dla mediów międzynarodowych. Temelkuran doskonale wiedziała, jakimi niuansami ozdobić wnikliwą analizę reżimu Erdoğana, by powstało dzieło tyleż informatywne, ile atrakcyjne.

To chyba właśnie te niuanse: drobne anegdoty, dowcipy czy wstrząsające obrazy z marginesów politycznych wydarzeń, są największą wartością tej książki. Czytelnik, który najnowszą historię Turcji zna słabo lub zna ją głównie z doniesień medialnych, może spojrzeć na nią oczami osoby wychowanej w Turcji i świetnie rozumiejącej jej złożoność.

Książka podzielona jest na trzy części: „wczoraj”, „dziś” i „jutro”. „Wczoraj” to zbiór esejów o sześciu fotografiach, którymi Temelkuran tłumaczy turecki XX wiek: od powstania tureckiego państwa narodowego Mustafy Kemala Atatürka po dojście do władzy Erdoğana. Ogromną szkodą dla polskiego wydania jest pozbawienie go zdjęć opisywanych przez autorkę.

W „dziś” – najdłuższej części książki – Temelkuran szczegółowo demaskuje wybiegi stosowane przez reżim Erdoğana: dehumanizację wykreowanych wrogów czyhających na naród turecki, nowomowę czy upolitycznianie najdrobniejszych czynności życia codziennego. „Jutro” to z kolei luźny zbiór intuicji autorki, która mimo całej swojej rozpaczy i buntu przeciwko „nowej Turcji” stara się wykrzesać z siebie odrobinę nadziei na temat przyszłości kraju.

Temelkuran kocha Turcję, choć ta wiele razy ją skrzywdziła, ograniczając jej prawo do wolności wypowiedzi dziennikarskiej, zabijając jej przyjaciół opozycjonistów, zabraniając jej mówić o krzywdzie najsłabszych (a to właśnie z Ormianami, Kurdami czy kobietami Temelkuran solidaryzuje się najsilniej). Z czułością pochyla się nad najtrudniejszymi momentami z historii Turcji, starając się znaleźć zrozumienie dla wszystkich jej aktorów, mimo że większość z nich najchętniej by ją zatłukła jako wroga tureckiego narodu.

W opowieści autorki nie brakuje osobistych wspomnień, zresztą jej dziennikarska biografia sama w sobie jest dla „nowej Turcji” symboliczna. Na własnym przykładzie Temelkuran pokazuje, jak reżim Erdoğana manipuluje informacjami, niszczy życie swoim krytykom i przeciąga na swoją stronę ich przełożonych (w tym wypadku właścicieli koncernów medialnych). Nie jest to jednak opowieść heroiczna, przepełniona narcystyczną martyrologią, jak to często bywa w męskich narracjach o byciu w opozycji. Dominuje w niej ironia i dowcip, a własne wspomnienia Temelkuran przekuwa w doświadczenie wspólnotowe.

Autorka opowiada o Turcji z wyraźnie lewicowych pozycji. Przyczyn umocnienia się reżimu dopatruje się zarówno w szaleńczym nacjonalizmie, jak i w neoliberalnej, niby prozachodniej postawie kolejnych rządów. Jej refleksja jest silnie krytyczna i umotywowana ideowo, ale nie ze szkodą dla faktów.

Autorka próbuje znaleźć zrozumienie dla każdego: zarówno dla przepełnionego nienawiścią młodego rekruta w tureckim wojsku, jak i dla z bezsilności wspierających reżim kobiet, którym ideologia wdepnęła w życie prywatne, a możliwość uczestniczenia w życiu publicznym ograniczyła im do minimum. Nie oznacza to jednak chęci wybielenia Turcji i jej najnowszej historii, wręcz przeciwnie – Turcja: obłęd i melancholia to dzieło napisane przeciwko zapominaniu, zamiataniu pod dywan, ukrywaniu własnych win.

Autorka krytycznie odnosi się również do zachodnich strategii myślenia o Turcji: demaskuje pozorną prodemokratyczność kultu Atatürka, geopolityczną hipokryzję Zachodu i jego błędnie ulokowane nadzieje (związane np. z jednym z największych wrogów Erdoğana Fethullahem Gülenem). Rzuca tym samym światło nie tylko na sytuację w samej Turcji, ale i na historię najnowszą całego Bliskiego Wschodu na czele z arabską wiosną i jej konsekwencjami.

„Nowa Turcja” to zresztą przypadek nie odosobniony. Temelkuran w swojej książce opowiada o państwie autorytarnym XXI wieku i jego narzędziach, o wojnie informacyjnej czy hybrydowej. Jest świadoma, że Turcja jest tylko jedną z ofiar epidemii tak zwanej nieliberalnej demokracji, i umieszcza ją w szerszym kontekście.

Polski czytelnik również nie opędzi się od nieuchronnych porównań. Kiedy reżim Erdoğana brutalnie pacyfikował protesty na placu Taksim, myśleliśmy, że dzieje się to gdzieś daleko, że to wina „bliskowschodniej” mentalności. Lecz kiedy Temelkuran szczegółowo opowiada o protestowej solidarności ponad podziałami, o zawłaszczaniu przez opozycję obraźliwych epitetów na swój temat („tak, jesteśmy szabrownikami!”), o nieudolnym zawłaszczaniu kultury i nauki przez reżim – zmuszeni jesteśmy spokornieć. Warto przeczytać tę książkę chociażby dlatego, by lepiej zrozumieć, co się dzieje w Europie Środkowej.

Kaja Puto, „Herito” nr 28, s. 184.

Ece Temelkuran
Turcja: obłęd i melancholia
Tłum. Łukasz Buchalski
Książkowe Klimaty, Wrocław 2017