Recenzja albumu „Konrad Pustoła. Album” opracowanego przez Karolinę Ochab

Chyba jakoś w okolicach millenium, kiedy fotografowałem wielkopiątkową procesję w Kalwarii Zebrzydowskiej, w tłumie fotoreporterów kręcących się wokół Pana Jezusa dźwigającego krzyż moją uwagę zwrócił chłopak, który próbował złożyć się do zdjęcia zabytkowym graflexem (a nie było to wcale proste, gdyż reporterski aparat z lat czterdziestych ubiegłego wieku jest na klisze, a procedura fotografowania wymaga ręcznego ustawienia ostrości i parametrów ekspozycji). Ponieważ wspomniana sytuacja została opisana w sieciowym piśmie „Latarnik”, poznałem personalia autora, rychło zaś potem za zdjęcia także wykonane graflexem Konrad Pustoła zdobył I miejsce w Konkursie Polskiej Fotografii Prasowej (w 2001 roku w kategorii „Świat, w którym żyjemy”). Bardziej fotoesej niż fotoreportaż pod tytułem Sanna, opowiadający o życiu rodziny Brossów w niezaludnionej części Bieszczad, utrzymany był w stylistyce amerykańskiej fotografii z kręgu FSA (lata czterdzieste), a tym samym kompletnie się wyróżniał pośród zestawów typowych dla fotoreporterskiego pstrykanda. Pokazana w 2005 roku w Małej Galerii ZPAF wystawa pod tytułem Warszawa składała się ze zdjęć prezentujących (zgodnie z tytułem) wielkomiejskie motywy stolicy, wykonanych wszakże w archaicznej technice fotografii otworkowej…

Jakimż zaskoczeniem dla osób śledzących artystyczną drogę Konrada Pustoły musiała być jego późniejsza o rok prezentacja na wystawie Nowi dokumentaliści, gdzie artysta pokazał wspomniany na wstępie cykl Nieskończone domy, utrzymany w konwencji werystycznej, mogącej kojarzyć się z obrazowaniem właściwym nowej topografii. Kiedy trzy lata później zobaczyłem w Bunkrze Sztuki prezentację serii Darkrooms, gdzie tematem są nazywane tak potocznie pomieszczenia w gejowskich klubach, w których uprawia się seks (darkroom po angielsku to także nazwa ciemni fotograficznej), całkowicie zaskoczył mnie wtedy daleki od rzeczowości, estetyzujący charakter tych zdjęć, mogący nasuwać skojarzenia z malarstwem abstrakcyjnym. Myśląc o tej wizualnej volcie Pustoły, zdałem sobie nagle sprawę, że specyfiką jego działania jest używanie fotografii, co zresztą znalazło szybkie potwierdzenie w kolejnym przedsięwzięciu o nazwie Widoki władzy, gdzie przy fotografowaniu tego, co widać z okien ludzi pełniących władzę symboliczną, powróciło werystyczne ujęcie. W połowie roku 2015 u fotografa rozpoznano chorobę nowotworową, śmierć zaś nastąpiła zaledwie po dwóch miesiącach od diagnozy, jeszcze przed rozpoczęciem terapii.

Wydany pod koniec 2016 roku album ze zdjęciami Pustoły, zawierający obszerny wybór jego dokonań, w tym niepokazywane wcześniej fotografie z archiwum zmarłego, przygotowała Karolina Ochab, prywatnie partnerka artysty. Książka ta jest pomyślana jako wizualny esej, gdzie cykle płynnie przechodzą jeden w drugi i nie są zestawione w porządku chronologicznym, natomiast opisy zdjęć lub komentarze pojawiają się dopiero na końcu wydawnictwa. Wybierając fotografie do albumu, Karolina Ochab zdecydowała się na mocno statyczne ujęcia bez sztafażu, gdzie oglądane sytuacje jawić się mogą jako enigmatyczne i niejednoznaczne. Wspomniany brak ludzkich podmiotów w kadrze wraz z każdym kolejnym oglądanym zdjęciem potęgować może u czytelnika książki wrażenie dotkliwej nieobecności. Takim tropem interpretacyjnym podążyła Katarzyna Bojarska, która w recenzji napisanej dla „Dwutygodnika” stwierdza, że „Karolina Ochab […] układa album – swój wizualny tren z fotografii wykonanych przez Pustołę – ukochanego, bliskiego, nieobecnego, ze śladów po nim, z tego, co pozostało. Album organizuje pustka i dynamika tęsknoty, która się z nią wiąże: dotkliwy brak człowieka sprawia, że nie ma tu zdjęć, z których patrzyliby ludzie”.

Działanie redaktorki książki ma wszelkie cechy „pracy na archiwum”, co zawsze skutkuje interpretacją organizowanego materiału (czego konsekwencją jest np. usunięcie z Sanny portretów rodziny Brossów czy całkowite pominięcie Widoków władzy). W tak przygotowanym ciągu enigmatycznych obrazów moją uwagę przykuło pokaźne portfolio o tytule Transformacja, które logicznie sąsiaduje z Nieskończonymi domami Nieskończonymi fabrykami. Wykonane w 2014 roku zdjęcia obiektów industrialnych w Polsce, ujętych w rygorystycznych i atrakcyjnych wizualnie kadrach, to chyba najbardziej niepokojąca część albumu. Zapewne rację ma Adam Mazur, wskazując tu na inspiracje zdjęciami Andreasa Gursky’ego i Thomasa Strutha (od siebie dodałbym też Edwarda Burtynsky’ego), jednak to nie wyczerpuje sprawy. Zaprezentowana przez Pustołę bezosobowość procesu wytwarzania i dystrybucji dóbr, który odbywa się w mocno tandetnych dekoracjach, to niezwykle trafiony zapis rzeczywistości późnego kapitalizmu w Polsce, a zarazem metafora neoliberalnego modelu ekonomii. Bardzo dobrze się stało, że seria ta, niepokazywana za życia autora, znalazła swe miejsce w albumie w tak obszernym wymiarze, ponieważ jest ona – przynajmniej w moim odbiorze – opus magnum Konrada Pustoły. 

Wojciech Wilczyk, "Herito" nr 29, s. 173-174.

Konrad Pustoła. Album

Opracowała Karolina Ochab 

Fundacja Nowych Działań, Warszawa 2017