Ola Hnatiuk, "Odwaga i strach"

Wydawnictwo KEW, Wrocław 2015
/ Оla Hnatiuk,Widwaha i strach
Przeł. Marta Bojaniwska
Duch i litera / kmbs, Kyjiw 2015

Losy lwowskiej inteligencji w okresie drugiej wojny światowej to główny temat najnowszej książki Oli Hnatiuk, ukrainistki, literaturoznawczyni, tłumaczki literatury ukraińskiej. Ta znakomita książka, wydana niemal równolegle po polsku i po ukraińsku, nagrodzona we Lwowie (Grand Prix Forum Wydawców, IX 2015) i w Warszawie (Warszawska Premiera Literacka, X 2015), będzie niewygodna dla wszystkich przyzwyczajonych do monolitu narodowej pamięci historycznej: to nie jest opowieść, jakich wiele już słyszeliśmy, o dobrych „swoich”, niezależnie do tego, czy „swój” jest Ukraińcem, Polakiem czy Żydem, ani też o chlubnych wyjątkach właściwych zachowań jednostek należących do monolitycznej masy „złych Obcych”. Autorka idzie w poprzek i pod prąd narodowych stereotypów i narodowych oczekiwań wobec narracji historycznej, zderzając polskie i ukraińskie obiegowe opinie na temat konkretnych osób (najdobitniejszy chyba przykład – radykalnie odmiennie oceniana działalność „przywiezionego” przez Sowietów rektora Uniwersytetu Lwowskiego w 1940 r., Mychajła Marczenki, patrz rozdz. 4 Barbarzyńca w ogrodzie).
Jest to książka wymagająca wobec czytelnika: bez podstawowej przynajmniej znajomości historii wschodnich terenów II Rzeczypospolitej i orientacji w podziałach politycznych i ideologicznych łatwo zgubić wątek. Przy czym powiedzieć trzeba, że autorka traktuje swoich bohaterów równoprawnie: tyle samo informacji otrzymujemy o przedstawicielach każdej narodowości, wszyscy przedstawiani są mimochodem, z taką tylko garścią informacji, która pozwala umieścić ich w szerszym kontekście lwowskiego środowiska. W tekst nie została wpisana uprzywilejowana narodowa grupa „czytelników wyobrażonych”: podział narodowościowy, tak często przecież kluczowy w pisaniu o Lwowie po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy, zostaje już tą jedną autorską decyzją unieważniony, zniesiony. Całe polsko-ukraińsko-żydowskie tło historyczne, polityczne, społeczne tworzy wspólny krajobraz, co – nawet jeśli nieprzyzwyczajonych dezorientuje – służy dobitnemu pokazaniu, że nie można odpowiedzialnie i kompletnie mówić o Lwowie bez uwzględnienia perspektywy innej niż mononarodowa.
Ta książka jest wymagająca także z innego powodu: niejeden akapit jest wypreparowaną esencją całego potencjalnego eseju, wręcz woła o rozpisanie do pełnego tekstu, w którym pojawiłaby się możliwość rozwinięcia aluzji i wątków pobocznych, zarysowania tła, obszerniejszego zacytowania źródeł. Przykład znajdujemy choćby w rozdziale Akademicki kalejdoskop, we fragmencie mówiącym o podróży Jana Kotta, krytyka teatralnego, eseisty i poety, który pod koniec września 1939 roku wraca do Lwowa, do żony Lidii – córki Hugona Steinhausa – jadąc przez Białystok z Władysławem Broniewskim. Dalsze losy Broniewskiego Ola Hnatiuk zamyka w kilku słowach – równie oszczędnych, co plastycznych. Ale jakiż to byłby materiał na osobny felieton albo i samodzielny esej!
Autorka wykorzystuje przede wszystkim materiały autobiograficzne, częściowo nieznane, w tym pochodzące z rodzinnego archiwum. Jednak ponownej analizie poddane zostały także wspomnienia i dzienniki już opublikowane. Ola Hnatiuk zadała im jednak nowe pytania: o czym tak naprawdę mówią te teksty – czy o wydarzeniach, faktach, czy o ich ówczesnym postrzeganiu przez piszących? Jaki wpływ na obraz ma filtr „narodowej narracji historycznej”, „narodowej pamięci zbiorowej” na ostateczną redakcję tekstu podawanego do druku po upływie na przykład pół wieku?
Wspomnienia w różnych redakcjach, dotyczące tych samych wydarzeń, ale pisane z różnych – narodowych, ideologicznych, zawodowych – perspektyw; oficjalne publikacje w prasie sowieckiej (odsiej propagandę, niewykluczone, że zostaną fakty), raporty i donosy służb specjalnych (źródło trudne w interpretacji, ale często dostarczające wielu szczegółów, jako że pisane „na gorąco”). Mnogość i różnorodność wykorzystanych materiałów w połączeniu z charakterystyczną dla prac autorki sumiennością badawczą sprawiają, że obraz środowiska lwowskiej inteligencji, wciągniętej przez wir historii lat 1939–1944 nabiera głębi i traci równie powabną, co niewiarygodną jednoznaczność.
Dla nas, dzisiejszych „pracowników umysłowych sfery oświaty”, książka Oli Hnatiuk ma także, co stwierdzam z żalem, wartość podręcznika: pokazuje nam, zmuszonym do funkcjonowania w świecie biurokracji, punktów, tabelek i okólników, że jedyna prawdziwa siła inteligencji wyrasta z jej osobistych kontaktów i związków. Nie ma innego obiegu idei niż dyskusje, rozmowy, polemiki, czy to w spotkaniach osobistych, czy to na piśmie – ale zawsze konkretnego „ja” z konkretnym „ty”. Nie ma innych relacji, formujących środowiska, niż, znów osobista, relacja mistrz – uczeń.

Katarzyna Kotyńska