Nowa Huta – niedokończona utopia Polski – Katherine Lebow

Nazywana w okresie propagandy stalinowskiej „pierwszym socjalistycznym miastem w Polsce”, Nowa Huta miała przekształcić nie tylko fizyczny, ale też psychologiczno‑społeczny pejzaż kraju. Czy Nowa Huta była przedsięwzięciem utopijnym? Dwie wizje utopii – autorstwa Karla Poppera i Zygmunta Baumana – proponują dość zaskakujące odpowiedzi.

W 1949 roku nadzór nad planowaniem i budową nowego miasta graniczącego z Krakowem powierzono dynamicznemu młodemu architektowi Tadeuszowi Ptaszyckiemu. Nowa Huta miała się stać jednym z największych organizmów miejskich w Europie. Pierwotnie zaplanowana na sto tysięcy mieszkańców i budowana równolegle z ogromną Hutą im. Lenina, mającą zatrudnić większość męskich żywicieli rodziny – Nowa Huta była i nadal pozostaje jednym z najbardziej kontestowanych symboli stalinizmu w Polsce.

Stalinizm, formacja ideowo-polityczna, która sprawowała władzę w  Europie Środkowo-Wschodniej od końca lat czterdziestych do połowy lat pięćdziesiątych, otwarcie zmierzała do całkowitej transformacji społecznego, politycznego i ekonomicznego krajobrazu regionu, wzorując się na wdrożonej przez Stalina w latach trzydziestych industrializacji Związku Radzieckiego. Wiązało się to między innymi ze sprowadzeniem milionów ubogich i niepełnie wykorzystanych zawodowo mieszkańców obszarów wiejskich do wyludnionych miast i nowych ośrodków zatrudnienia tworzonych w ramach planu sześcioletniego (1950–1955), służącego rozwojowi przemysłu. W myśl wszechobecnej propagandy, która towarzyszyła jej budowie, Nowa Huta (wraz ze stanowiącą główną inwestycję planu Hutą im. Lenina) miała otworzyć przed tysiącami Polaków nowe horyzonty: wznosząc nowe miasto, „budowali socjalizm” — tworzyli lepsze życie dla siebie i dla Polski. Nowa Huta miała tym samym kształtować świadomych, postępowych „nowych ludzi”, zarówno twórców, jak i beneficjentów bezprecedensowej socjalistycznej nowoczesności.

I rzeczywiście – na teren budowy Nowej Huty napłynęły tysiące młodych, biednych, niewykształconych mieszkańców wsi, wielu z nadzieją na osiedlenie się i zdobycie zatrudnienia w mieście. Jak gdyby na przekór szaremu, uporządkowanemu pejzażowi, który kojarzymy z epoką stalinizmu – nowo powstałe miasto było barwne i nonkonformistyczne. Było miejscem, do którego pozbawieni przedtem decyzyjności chłopi, nieletni i kobiety spieszyli manifestować swą wiodącą rolę w „budowaniu socjalizmu” – nierzadko w zaskakujący dla władzy sposób. Nowa Huta stała się w istocie przestrzenią kontestacji sensu socjalistycznej idei; kontestacji, której następstwa dla polskiego komunizmu okazały się długotrwałe i znaczące.

Powróćmy jednak do  Ptaszyckiego, który miał do rozwiązania niełatwy problem: pomijając aspekt propagandowy, jak powinno wyglądać nowe stalinowskie miasto? Oficjalne źródła przywoływały jako wzorzec i źródło inspiracji sowiecki Komsomolsk, lecz on upierał się, że Nowa Huta musi odzwierciedlać polskie tradycje; sugerując, by podporządkował jej estetykę realizmowi socjalistycznemu, nie uściślono, jaki kształt powinna przybrać. Krótko rzecz ujmując, architekci nie mieli żadnych konkretnych wskazówek co do wyglądu miasta, ani też tego, co powinno się w nim znaleźć.

Nie omieszkano zaś ich powiadomić, że partia będzie dokładnie przyglądała się ich pracy. Przypominał im o tym przesiadujący w kącie biura Miastoprojekt – państwowej firmy realizującej projekt Nowej Huty – milczący funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa.

Wzorzec utopii

Ptaszycki regularnie jeździł do Warszawy, by omawiać postępy swej ekipy z funkcjonariuszami partyjnymi. Któregoś dnia wezwano go, by przedstawił je prezydentowi Bolesławowi Bierutowi. Domyśliwszy się, że Bierut nie ma pojęcia o architektonicznych szkicach ani planach, Ptaszycki pokazał mu kartonową makietę placu Centralnego, pomalowaną na żywe kolory i pełną detali jak zabawka. Strategia powiodła się – i po powrocie z Warszawy Ptaszycki oznajmił kolegom, że Bierut aprobuje projekt. Prezydent podkreślił jednak, że w nowym mieście nie może znaleźć się kościół, tylko ewentualnie jakaś „wieża”, która „mogłaby kojarzyć się z kościołem”. Architekci zaprojektowali więc wysoką wieżę ratuszową, równocześnie wyznaczając po kryjomu dwie lokalizacje, gdzie w przyszłości można byłoby wznieść świątynie.

Anegdota ta, przytoczona przez jednego ze współpracowników Ptaszyckiego, stanowi bogaty materiał do refleksji nad dynamiką stalinowskiego planowania i utopizmu. Czy Nowa Huta — mająca według oficjalnej propagandy całkowicie przeobrazić otaczający ją krajobraz społeczno-ekonomiczny – była przedsięwzięciem utopijnym? A jeśli tak, to w jakim sensie? Ważny punkt odniesienia stanowią w tym kontekście dwie wizje utopii – Karla Poppera i Zygmunta Baumana.

Jako że u podstaw Popperowskiego rozumienia utopizmu leży metafora „wzorca”, rozważenie jego hipotez w kontekście projektu miasta stalinowskiego – gdzie wzorzec w dosłownym sensie był rzecz jasna na porządku dziennym – wydaje się jak najbardziej zasadne. Dla Poppera utopizm stanowił próbę posłużenia siętechnêdo opracowania kompleksowego, szczegółowego planu – czy też wzorca – budowy lepszego świata. Mimo jednak pozornie obiecujących początków wzorzec utopii w ujęciu Poppera wyróżniało to, że siłą rzeczy przybrał cechy świętego tekstu. Popper konkludował, że myślenie utopijne zawsze zmierza do przemocy, bo z czasem dochodzi do napięć między tymi, którzy chcą modyfikować wzorzec zgodnie ze zmieniającą się rzeczywistością, a tymi, którzy każdą zmianę uważają za odstępstwo, wymagające stłumienia za wszelką cenę.

Bez względu na to, czy i do jakiego stopnia przekonuje nas myślenie Poppera – nie ulega wątpliwości, że jego ogólne założenia są nadal aktualne. W obecnej dobie sceptycznie odnosimy się do tego, co antropolog James C. Scott na przykład określa „spiskami ku poprawie kondycji ludzkiej” i wiąże z zakrojonymi na szeroką skalę projektami inżynierii społeczno-gospodarczej, które w XX wieku spowodowały śmierć tysięcy osób. Do takich spisków Scott – jak zresztą wielu komentatorów – zalicza nowe miasta, powołując się na różne przypadki: od smaganej wiatrem przepełnionej stolicy Brazylii po bloki mieszkalne w  dzielnicy Gorbals w Glasgow, nazwanej przez jednego z  jej mieszkańców „segregatorem na ludzi”. Pisząc o nowym mieście we Francji w latach sześćdziesiątych, marksistowski filozof Henri Lefebvre uparcie twierdził, że „tekst [nowego] miasta jest na wskroś czytelny, ubogi w równym stopniu jak klarowny, wbrew zamierzeniu architektów, aby urozmaicić kwestie. Element zaskoczenia? Możliwości? Z tego miejsca, które miało przecież zmieścić wszystko, zniknęły bez śladu”. Znowu pobrzmiewają tutaj echa Popperowskiego wzorca: architektowi nie wolno odbiegać od wytycznych – improwizację, adaptację, reakcję na warunki „w terenie” porzuca się na rzecz abstrakcyjnych idei i surowych zasad.

A jednak metafora wzorca w znikomym tylko stopniu stosuje się do tego, co nam wiadomo – z archiwów i przekazów ustnych – na temat planowania i realizacji Nowej Huty. Wróćmy do Ptaszyckiego i kierowanej przez niego ekipy architektów. Przybyły do Miastoprojektu tuż po  zakończeniu prac związanych z nadzorem odbudowy Wrocławia, Ptaszycki – były mistrz Polski w chodzie i instruktor harcerski – wyróżniał się nie tylko niespożytą energią, ale też niezwykłym urokiem osobistym. Zawsze lubił ryzyko i otaczał się zdolnymi ludźmi, współpracowników zaś dobierał bez względu na ich pochodzenie czy poglądy polityczne — w okresie, gdy dawna przynależność do Armii Krajowej czy studia uniwersyteckie na Zachodzie oznaczały prześladowanie, więzienie bądź jedno i drugie. Protegowany przez wpływowego mediatora Ptaszyckiego, Miastoprojekt był – jak określa to socjolożka Janine Wedel – środowiskiem, czyli wspólnotą opartą zarówno na tradycyjnym poczuciu więzi społecznych, klasowych, jak i w tym konkretnym przypadku zawodowych, chroniącą swoich członków przed naciskami ideologicznymi z zewnątrz. W Miastoprojekcie „nie było ideologów”, jak twierdził Bohdan Bukowski, kreślarz, który pracował z Ptaszyckim, a zdaniem innego jego współpracownika Stanisława Juchnowicza Miastoprojekt był „wyspą szczęśliwości w tamtych trudnych czasach […], gdzie mieliśmy jakieś poczucie wolności”.

Tymczasem porwani zapałem i energią Ptaszyckiego architekci pracowali do białego rana, szkicując w terenie plany na prowizorycznych deskach kreślarskich, uszczęśliwieni, że choć raz w życiu mogą stworzyć od podstaw całe miasto. W 1950 roku rozradowany Ptaszycki opowiadał w  wywiadzie dla „Sztandaru Młodych”, że wszystkie domy będą zradiofonizowane, a na każdej klatce schodowej znajdzie się telefon; mówił o przedszkolach, sklepach, domach kultury, halach sportowych, kinach, bibliotekach i teatrach – mających „dać człowiekowi pracy pełnię form wypoczynku po zajęciach, by umożliwić mu podniesienie sprawności fizycznej, zapewnić jak najlepsze warunki zdrowotne, umożliwić jego rozwój umysłowy”. Domy miały być wyposażone w windy i wspólne pralnie, a w mieszkaniach zaplanowano między innymi parkiety i spiżarki. W nadziei na ziszczenie swych zamierzeń Ptaszycki i jego koledzy godzili się na pewne sporadyczne interwencje władzy.

Znacznie jednak trudniej było im przystać na żądanie, by Nowa Huta była „monumentalna”, ale też „zbudowana małym kosztem”. „Można mamić ludzi ideologią, ale odbieranie im marzeń o wygodnym domu jest wręcz karygodne” – miał stwierdzić w prywatnej rozmowie poirytowany Ptaszycki. I cóż, przegrywając w kolejnych bojach o redukcję kosztów, architekci musieli rezygnować z wielu swoich wizji.

Miastoprojekt ukończył ogólny plan Nowej Huty w marcu 1951 roku, a ostateczna wersja została zatwierdzona przez Warszawę w 1952. Budowę rozpoczęto jednak już w 1949 roku – nie można było zwlekać z pracą z uwagi na symboliczne znaczenie miasta dla procesu „tworzenia socjalizmu”. Pierwsze dzielnice zbudowano więc według planów zapożyczonych z Warszawy – to jeden z wielu przykładów na to, w jakim chaosie powstawała Nowa Huta. Plany huty stali na przykład przywożono z Moskwy… po kawałku, lecz prace musiały postępować nieprzerwanie. W miejscach, gdzie nowy plan zakładał budowę innego obiektu, zasypywano gotowe już wykopy albo burzono drogi. Według – podążającego tu za obiegowym poglądem – Poppera utopię można zbudować tylko według ściśle wytyczonych planów, w przypadku zaś Nowej Huty nieraz ulegała zaburzeniu nawet przyjęta tymczasowość planowania i działania.

Po śmierci Stalina w 1953 roku zainteresowanie władzy nowym miastem zaczęło słabnąć. Budowanie nowohuckiej utopii okazało się kosztowne i w dosłownym, i w metaforycznym sensie — im więcej napotykano tam problemów (a było ich zatrzęsienie), tym dotkliwiej odczuwalny stawał się olbrzymi rozdźwięk między obietnicą a rzeczywistością stalinowskiej nowoczesności. Już zatem w 1951 roku Nowa Huta została przyłączona do Krakowa, miasta, które w pierwotnym założeniu miała przeobrazić i przyćmić – w wyniku czego z „pierwszego socjalistycznego miasta” Polski zmieniła się w jej pierwszą socjalistyczną dzielnicę. W 1953 – zaledwie półtora roku po przyjęciu – ogólny plan został wykastrowany. Zaniechano realizacji Teatru Wielkiego i Domu Kultury, obelisku przy placu Centralnym i kompleksu administracyjnego z wieżą ratuszową mającą przypominać kościół. Jak widać, pozbawionej statusu miasta Nowej Hucie ratusz nie był już potrzebny, a na kościół przyszło jej czekać aż dwadzieścia cztery lata.

Tymczasem w wyniku znacznych cięć kosztów technologii budowlanych wprowadzono gorsze jakościowo materiały i obniżono standardy – kamienne elewacje zostały zastąpione gipsowymi, tylko jedno na trzy mieszkania miało balkon, wyeliminowano również windy i parkiety. „W założeniu pałace – narzekał jeden z krytyków – a w praktyce sypialnia dla klasy pracującej: niespełnione marzenia o cudownym mieście. Tak wygląda dzisiaj Nowa Huta”. 

Od planowania do wyzwań

Wbrew zatem twierdzeniu historyka, jakoby w dobie stalinizmu „plan był wszystkim”, w najbardziej stalinowskim z zaplanowanych organizmów miejskich, Nowej Hucie, właściwie nie praktykowano planowania w jego powszechnym rozumieniu. Wiele prac realizowano bez planu, spontanicznie, pewnych zamierzeń (jak kościoły, których lokalizację architekci utrzymywali w tajemnicy) w ogóle nie ujmowało się w projektach, nie mówiąc o rozmaitych nigdy niewdrożonych planach. Plan, a tym bardziej wizja, jest bytem nad wyraz delikatnym, kruchym w każdej formacji politycznej. Niemniej według kulturoznawcy Władimira Papiernego nierealizowanie projektów, niszczenie ukończonych już inwestycji i budowanie w myśl dyrektyw, które nieustannie się zmieniają, to zjawiska nieomal przypisane urbanistycznej kulturze stalinizmu. Wskazuje to, że stalinowskiej przemocy nie uzasadnia podany przez Poppera trop sztywnego, niezmiennego wzorca – a szkoda, bo gdyby uzasadniał, pewnie zobaczylibyśmy naszą, jakże chaotyczną, rzeczywistość w nieco korzystniejszym świetle.

Nowa Huta pozostaje dziś niedokończona. Niepełność to naturalnie cecha każdego krajobrazu – pejzaż ciągle ewoluuje i jest właściwie bezkresny. Jednak zaprojektowane miasto jest niekompletne na innej zasadzie niż bardziej, nazwijmy to tak, organiczne, nieplanowane środowisko miejskie – niepełność zaplanowanego organizmu po prostu rzuca się w oczy.

W optymalnym scenariuszu taka niepełność staje się bodźcem do debaty obywatelskiej, ponieważ ewidentne mankamenty krajobrazu inspirują mieszkańców do rozważań nad tym, które wizje wspólnoty są godne kontynuacji i jak ta kontynuacja powinna wyglądać.

Podobny dialog toczy się w postkomunistycznej Nowej Hucie, gdzie po pierwszych wstrząsach transformacji obserwujemy rzecz zdumiewającą: oto stare dzielnice nowego miasta zaczęły jawić się jako ciekawe, niepowtarzalne, a nawet urocze. W przeciwieństwie nie tylko do ponurego, niskiej jakości budownictwa z prefabrykatów, jakże znajomego od lat sześćdziesiątych elementu krajobrazu byłych państw komunistycznych, ale też bezładnej zabudowy, która od 1989 roku pokrywa połacie miejskiego pejzażu – „zaplanowanie” Nowej Huty podoba się coraz bardziej. Nowa Huta staje się wręcz artystowska, przyciągając młodzież i twórców; tymczasem starzy mieszkańcy wkładają wiele trudu w kulturalne ożywienie dzielnicy.

Według wielu mieszkańców korzystniejsza perspektywa miałaby zwalczać negatywne skojarzenia, jakie dzielnica budzi dotąd w Polakach, z otaczającą ją złą sławą „bezbożnego, komunistycznego miasta”. Tego rodzaju kontrnarracje akcentują nowohuckie dzieje żywiołowych manifestacji antyreżimowych, jak między innymi „walka o krzyż” w 1960 roku (dwudniowe rozruchy po cofnięciu przez rząd zgody na budowę kościoła), a także jej kluczową rolę dla Solidarności i prodemokratycznego ruchu lat osiemdziesiątych.

Mieszkańcy chcą też samodzielnie wytyczać semantyczną geografię Nowej Huty na ich prawach, czego wyrazem jest na przykład zorganizowany w 2004 roku masowy protest wobec przemianowania placu Centralnego dzielnicy na plac im. Ronalda Reagana, które przegłosowano w Radzie Miasta Krakowa.

W ostatnich dziesięciu latach mieszkańcy Nowej Huty coraz częściej wyrażają dumę ze swojej „małej ojczyzny” i rozmaitymi sposobami starają się chronić jej genius loci. Jak na ironię po podejmowanych przez wiele pokoleń próbach oszpecenia i zniszczenia wielkiego pomnika Włodzimierza Lenina przy nowohuckiej alei Róż część mieszkańców chętnie zobaczyłaby go tam znowu — nie jako wyraz czci dla „wodza”, lecz jako pamiątkę przeszłości Nowej Huty, ale też dlatego że nieusunięty cokół, zawłaszczony przez deskorolkarzy, wydaje się dziwnie pusty. Inni zaś uważają, że Nowa Huta powinna wreszcie postawić sobie niezrealizowany nigdy ratusz; w dzielnicy nie brak dziś kościołów, jednak mieszkańcy nadal oczekują na szansę samorządzenia.

Myślenie utopijne – zdaniem Zygmunta Baumana – zasadza się na poczuciu niepełności: lepszy świat, jaki zakłada, powinien być „odczuwany jako wciąż niedokończony i wymagający dodatkowej siły sprawczej”.

W tym sensie dzisiejsza Nowa Huta stanowi dążenie utopijne: wczesne wizje projektantów i budowniczych miasta, urzeczywistnione zaledwie częściowo przez ambiwalentny reżim, uważane są przez wielu zwolenników Nowej Huty za niespełnione wyzwanie, którego nie zrealizuje się nigdy, chyba że – by przytoczyć Baumana – „przy wsparciu celowych wspólnych działań”.

Zapewne wyzwanie to rozrasta się wraz z przechodzeniem do gospodarki rynkowej, bo dzisiejsza Nowa Huta jeszcze lepiej wpasowuje się w Baumanowską koncepcję „utopii”: nosząc znamiona przeszłości socjalistycznego państwa, wyraźnie reprezentuje „ustrój zasadniczo różny od istniejącego, a może nawet będący jego przeciwieństwem”. Czy niedokończona utopia Nowej Huty pozostanie nieskończonym natchnieniem dla krytyków obecnego porządku społeczno-politycznego i dla tych, którzy stosują technê w służbie człowiekowi – dopiero się okaże.

Artykuł opublikowany pierwotnie w magazynie Institut für die Wissenschaften vom Menschen „IWMpost” 2013 / 2014, nr 112.

Katherine Lebow – obroniła doktorat na Uniwersytecie Columbia i obecnie prowadzi badania w ramach stypendium Elise Richter w wiedeńskim Instytucie Studiów nad Holokaustem im. Szymona Wiesenthala. W październiku 2016 roku objęła katedrę historii w Christ Church na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jej zainteresowania dydaktyczne i naukowe obejmują historię Europy Środkowo‑Wschodniej i XX‑wieczną historię Polski. Jej pierwsza książkaUnfinished Utopia: Nowa Huta, Stalinism, and Polish Society, 1949–56(Niedokończona utopia. Nowa Huta, stalinizm i polskie społeczeństwo 1949–1956, 2013) została uhonorowana Barbara Jelavich Prize Stowarzyszenia Studiów Słowiańskich, Wschodnioeuropejskich i Euroazjatyckich. Obecnie zajmuje się autobiografią, świadectwem i transatlantyckimi naukami społecznymi ok. 1914–1950.

Tekst pochodzi z „Herito" nr 22-23.