Kraków w Europie Środka

Dzisiaj pytanie o funkcje metropolitalne Krakowa to nie tylko pytanie o jego miejsce w sieci osadniczej Europy, o jego relację ze światem i o naturę zmiany, której nie sposób nie dostrzec, spacerując choćby po Rynku Głównym. To także pytanie o konkurencyjność takich miast jak Kraków. Wielkie miasta wyróżniają się dzisiaj dwiema cechami: akceptacją dla obcych i brakiem tolerancji dla przeciętności. Co jednak ciekawe, tylko niektóre z wielkich miast potrafią być inkubatorami nowych wartości intelektualnych. Jeśli spojrzymy na mapę Europy Środkowej, zauważymy, że Kraków jest jedynym miastem, które nie jest stolicą, a położony jest dokładnie w środku między Wiedniem, Pragą, Budapesztem, Bratysławą i Warszawą. Jest też jedynym miastem, które nie odgrywa ważnej roli politycznej, ale pozostaje centrum uniwersyteckim mającym ponad dwieście tysięcy studentów. Stopień kreatywności miasta zależy od splotu wielu czynników: kwestii politycznych i ekonomicznych, ale także kumulacji funkcji kulturalnej, edukacyjnej, badawczej, informacyjnej, która daje możliwość synergii – będącej warunkiem koniecznym do wyzwolenia kreatywności i innowacyjności. W tym upatruję fundamentu budowania nowej wizji Krakowa. Kraków nie jest i nie będzie globalną metropolią, ale może być miastem kreatywnym.

Fernand Braudel powiedział kiedyś, że miasta są jak transformatory elektryczne – zwiększają napięcie. Pytanie o przyszłość Krakowa to zatem pytanie zarówno o jego miejsce w Polsce, jak i w Europie, zwłaszcza w Europie Środkowej. Pojęcie Europy Środkowej przeżywało w XX wieku wzloty i upadki. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych po obu stronach żelaznej kurtyny tacy myśliciele jak György Konrád, Milan Kundera, Václav Havel, Czesław Miłosz, ale również Erhard Busek w Wiedniu czy Karl Schlögel w Berlinie wykorzystywali odrębność kulturową Słowaków, Czechów, Węgrów czy Polaków, by zdefiniować podstawowe różnice pomiędzy sowiecką rzeczywistością a tradycyjnymi wartościami europejskimi. Nie ulega wątpliwości, że tożsamość Europy Środkowej wynika ze szczególnego doświadczenia historycznego: długie trwanie feudalizmu, spóźnione procesy narodotwórcze, formowanie się nowych państw narodowych dopiero po pierwszej wojnie światowej, rewolucja bolszewicka w Rosji, druga wojna światowa, Holokaust, skala grabieży dóbr kultury podczas drugiej wojny światowej, powojenne zmiany granic i czystki etniczne na wielką skalę, a w końcu trwająca prawie pół wieku doba komunizmu i procesy transformacyjne po 1989 roku. Te zjawiska istotnie determinowały naszą tożsamość i rzeczywistość i nie mogą zostać zignorowane w złożonej analizie specyfiki naszego położenia w sercu Europy. W odróżnieniu od Zachodu w Europie Środkowej granice polityczne zmieniały się znacznie szybciej niż granice kulturowe. Aby mówić o Krakowie, trzeba zdać sobie sprawę z tej specyfiki.

Jednak fenomen Krakowa jest wyjątkowym splotem różnych wypadków. Kraków był jedynym wielkim polskim miastem historycznym niezniszczonym wskutek drugiej wojny światowej, które zaabsorbowało polską elitę: ocalałą po powstaniu warszawskim, wysiedloną ze Lwowa, z Wilna czy Grodna. Można powiedzieć, że Kraków był klasycznym przykładem miasta burżuazyjnego bez industrii, reakcyjnego. Zagadką Krakowa jest to, że jego mieszczańskość przetrwała kilkadziesiąt lat komunizmu. W miastach ukształtowanych przez cywilizację Europy Środka, takich jak Lwów czy Kraków, łatwiej było przetrwać sowietyzację. Oczywiście Kraków nie jest środkiem Europy Środka, ale jest elementem sieci miast, którą Europa Środka stanowi. Warto więc zapytać o specyfikę naszego Kulturraum, naszej przestrzeni kulturowej symbolizowanej przez wielkie metropolie środkowoeuropejskie, co wyróżnia je od innych miast na świecie, o ile rzeczywiście ich inność jest odczuwalna i widoczna. Czy tożsamość środkowoeuropejska została osłabiona w interwale dwudziestu pięciu lat szybko następujących przemian? Jacek Purchla

Larry Wolff: Można powiedzieć, że mamy dwie idee Europy Środkowej, które się na siebie nakładają. Pierwsza to idea Europy Środkowej jako spuścizny imperium habsburskiego, którego ślady obecne są w miastach w postaci architektury secesyjnej, w kulturze kawiarnianej i nawet we wspólnych w tej przestrzeni politycznych dążeniach do równouprawnienia narodowego. Możemy odczuć niektóre z aspektów tej wspólnoty w Lublanie, Wiedniu i we Lwowie, ale także w Nowym Jorku czy Jerozolimie, ponieważ spuścizna tych ideałów i aspiracji w ciągu dwudziestowiecznej emigracji rozprzestrzeniła się poza Europę. Od upadku imperium habsburskiego minęło już stulecie i ten wpływ rzecz jasna uległ osłabieniu, jednak wciąż możemy myśleć o nim jako znaczącym. Być może jednak powinniśmy rozważyć inne dziedzictwo wspólne Europie Środkowej, mniej odległe w czasie dziedzictwo komunizmu. Środkowoeuropejskie miasta są bowiem nie tylko posthabsburskie, ale również postkomunistyczne i to dziedzictwo tworzy znaczące połączenia między nimi.

Właśnie w tym kontekście powinniśmy rozważyć kwestie praw człowieka, dobra publicznego i demokracji oraz relacje między gospodarką liberalną a sferą społeczną. Bardzo często o spuściźnie habsburskiej myślimy z nostalgią, natomiast o dziedzictwie komunizmu jako o czymś, co generuje problemy. Jednak ta podzielana spuścizna komunizmu częściowo nakłada się na wspólne dziedzictwo habsburskie, które konstytuowało Europę Środkową w innej epoce. Te dwa sposoby myślenia o Europie Środkowej łączy esej Kundery Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej z 1983 roku. Kundera jako pierwszy spojrzał na spuściznę habsburską z perspektywy politycznej i zaproponował wizję Europy Środkowej jako czegoś, co zasadniczo nie jest Rosją. Oczywiście te argumenty wyrastały z jego mocno antykomunistycznych poglądów w latach osiemdziesiątych, jednak Kundera pokazał, jak ideę „Europy Środkowej” można przekuć w coś nowego i dać jej zupełnie nowe wcielenie. Przy ponownej lekturze tego tekstu z zaskoczeniem odkryłem, że Kundera, pisząc o środkowoeuropejskich metropoliach, pomija Kraków. Zamiast tego opowiada o Warszawie, odwołuje się także do polskich pisarzy: Gombrowicza, Witkacego, Schulza. Wydaje się, że Wyspiański nie był mu wtedy znany, a krakowska młodopolska secesja w ogóle nie pojawia się w jego argumentacji. Z perspektywy czasu jest to dla mnie uderzające, zwłaszcza że wiele osób postrzega Kraków jako jeden z typowych ośrodków kultury środkowoeuropejskiej.

Kiedyś jechałem niespiesznym nocnym pociągiem z Warszawy do Gdańska wypełnionym po brzegi; rzec by można, że był to typowo środkowoeuropejski pociąg. W naszym wagonie toczyła się rozmowa, podczas której wspomniałem, że wybieram się do Krakowa. Jeden ze współpasażerów powiedział: „Och, do Krakowa, to takie piękne miasto, tak piękne jak Praga”. Odparłem: „Rzeczywiście, bardzo piękne, pan na pewno w Pradze bardzo dobrze się czuje”. Na co odrzekł: „Nigdy nie byłem w Pradze”. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego Praga służy jako odniesienie do opisania piękna Krakowa. Może dlatego, że w jakiś cudowny sposób oba te miasta zachowały swoje dziedzictwo habsburskiej architektury miejskiej i łączą nas z tamtą epoką w jakiś bezpośredni, namacalny sposób. Dzięki nim czujemy, że ciągle jest ona obecna.

A kwestia nostalgii i kawiarni? Mój telefon i moje podłączenie do internetu czyni każdą kawiarnię elementem globalnej sfery publicznej. Wzdychanie za Europą Środkową i tęskne spojrzenia w kierunku habsburskiego XIX wieku, minionego świata, mogą uczynić nas mniej wrażliwymi na realne i aktualne kwestie, takie jak sprawy Unii Europejskiej, które teraz powinny być w centrum naszej uwagi. Myśląc o Europie Środkowej, musimy w jakiś sposób wyważyć między żądaniami przeszłości i teraźniejszości.

Gdy odwiedziłem Kraków jesienią 2003 roku, zobaczyłem wystawę Igora Mitoraja na krakowskim Rynku. Byłem głęboko wzruszony. Ta idea wejścia na moment w przestrzeń Rynku, który stanie się salonem i galerią zarazem, stanowiła gest objęcia współczesności w kontekście historii i nostalgii za czasami minionymi. To była śmiała kulturowa deklaracja i może stanowić ważny argument dla przyszłości Europy Środkowej.

Emil Brix: Tożsamość kulturowa jest w Europie Środkowej znacznie bardziej stabilna niż sytuacja polityczna, czego świetnie dowodzi ostatnie trzydzieści lat. To właśnie trzy dekady temu wraz z Erhardem Buskiem napisaliśmy Projekt Mitteleuropa, w którym twierdziliśmy, że Europa Środkowa może stanowić także projekt polityczny. Wydawało się jasne, że szukanie sedna cywilizacji środkowoeuropejskiej nie jest politycznie wiarygodne, dlatego mówimy o Europie Środka, wracając do jej korzeni kulturowych. Wydaje się, że jest to słuszna perspektywa: po pierwsze bowiem, wszelkie próby mówienia o współpracy politycznej między Polską, Węgrami, Słowacją i Czechami jako środku Europy w Unii Europejskiej tak naprawdę nie działają. Po drugie – i mówię o tym z punktu widzenia ambasadora Austrii w Rosji – obserwujemy odrodzenie zainteresowania ideologią. Wiąże się to z konsekwencjami końca zimnej wojny – a więc to, co się stało później, nie do końca wiązało się z kulturową ideą Europy Środkowej. Powrót ide‑ ologii oznacza rosnące zainteresowanie etnicznością, religią, geografią, historią, poszukiwaniem tożsamo‑ ści historycznej.

Doświadczenie Europy Środkowej może pomóc nam znaleźć rozwiązanie dla tej kwestii geopolitycznej. Dlatego powinniśmy skupić się w swoich badaniach na tym, co Europa Środkowa mówi nam o ja‑ kości granic, o ich znaczeniu, o tym, jak ważna jest współpraca kulturalna. Co to znaczy, że w Europie Środkowej akceptuje się pluralizm, który pozwala na kreatywność? Należy zastanowić się, czy ma to sens w nowej sytuacji ideologicznej, w nowej zimnej wojnie, która powoli narasta między Wschodem a Zachodem. Nie jestem pesymistą, jeśli chodzi o siłę naszych idei, ale musimy zdawać sobie sprawę z polaryzacji między Wschodem a Zachodem. Nawet jeśli Wiedeń i Kraków staną ramię w ramię, nie wiadomo, czy będziemy w stanie zmienić sytuację geopolityczną na taką, która będzie dla nas bardziej korzystna. Europa Środka jest miejscem, gdzie mieszkają Europejczycy.

Możemy się cieszyć, że pojęcie Europy Środkowej nie jest nam już tak bardzo potrzebne jak dwadzieścia pięć lat temu – to pozytywny znak. Ale jeśli przyjrzymy się konsekwencjom tych wydarzeń, zdamy sobie sprawę, że nie jesteśmy pewni tego, co dzieje się dookoła nas. Znów wszyscy mówimy o kawiarniach i to jest mniej ciekawe, dlaczego? Sytuacja po ponad dwudziestu pięciu latach całkowicie się zmieniła i zmierzamy do tego, że Europa Środkowa będzie ponownie podzielona między Zachód a Wschód. Jeżeli sprowadzimy Europę Środkową do jednego rozumienia, to otrzymamy to, o czym mówił Kundera: Europę Środkową porwaną ponownie przez Wschód. Są tacy, którzy twierdzą, że jest część kontynentu porwana przez Zachód: przecież McDonaldy – w odróżnieniu od wiedeńskich kawiarni – spotkamy aż do Nowosybirska. W Moskwie ludzie pamiętają dzień, kiedy otwarto pierwszą restaurację McDonald’s.

Gdyby Kundera dziś miał napisać taki esej, to mówiłby prawdopodobnie o kontynencie porwanym przez Zachód i to jest ta gigantyczna zmiana, którą musimy rozważyć w kontekście tego, jak postrzegamy rolę miast środkowoeuropejskich, także rolę Krakowa. Wydaje mi się, że musimy bardziej otworzyć się na to, co dzieje się na Wschodzie. Dziedzictwo komunizmu to jedno, ale przychodzą nowe pokolenia i nadejdzie kiedyś taki moment, że okres komunizmu będzie znaczył tyle, co dziś znaczą czasy napoleońskie. Rosjanie mówią o Napoleonie u bram Moskwy, tak jak mówią o Hitlerze. Dlatego obok wszystkich zalet idei środkowoeuropejskiej trzeba sobie zdawać też sprawę z jej mankamentów, przynajmniej z politycznego punktu widzenia.

Wydaje się, że obecna chwila to okres wielkiej szansy dla takich miast jak Kraków – miast położonych właśnie centralnie, w środku kontynentu. W takim miejscu jak Kraków musimy zatem bardzo mocno przemyśleć kwestię, co to znaczy być w Europie Środka. Kraków i podobne mu miejsca mogą powiedzieć: wiemy, czym jest Europa Środ‑ ka i czym może się ona stać; to wynika z naszego dziedzictwa kulturowego, wiemy, jakich tragedii doświadczyliśmy w przeszłości. Wykorzystajmy tę wiedzę.

Simona Škrabec: Moja dysertacja doktorska doty‑ czyła tego, czym jest Europa Środkowa. Chciałam dotrzeć do korzeni tej idei, a także pokazać, jak się ona później rozwijała. Europa Środkowa to jednak ogromne i zróżnicowane terytorium, trudno określić się w ramach wszystkiego, co utożsamia, toteż wymaga ono różnorodnej metodologii. Europa Środko‑ wa dobrze ilustruje to, jak kreuje się rozmaite koncepcje: kto tworzy ich definicje oraz kto je legitymizuje. Z kolei ci, którzy zajmują się literaturą, nie mówią o ideologii czy polityce. Dzięki literaturze i kulturze możemy usłyszeć głosy tych, których zwykle nie słychać, których głos jest za słaby, żeby włączyć się w główny nurt historii.

Podział mapy Europy Środkowej przebiega zazwyczaj między Niemcami a Słowianami. Ale ten antagonizm jest bardzo słaby, ponieważ żyją tu również inne ważne grupy. Często myślimy o Europie Środkowej jakby w dwóch równoległych porządkach: jeden jest chronologiczny, to nasza historia, korzenie, tożsamość; drugi jest geograficzny, czyli dotyczący wszystkiego, co zawiera się w jakiejś przestrzeni. W Serbii mawia się, że najtrudniej jest się nauczyć języka sąsiada. Parafrazując te słowa, można stwierdzić, że najtrudniej jest nauczyć się historii sąsiada i zrozumieć ją. Aby stało się to możliwe, trzeba przyjąć tę równoległą, geograficzną perspektywę: dostrzec rzeczy, które dzieją się równolegle. Właśnie w tych dwóch metodologiach, z których jedna jest chronologiczna, a druga przygląda się temu, co się wydarzyło w całej tej przestrzeni, tkwi odpowiedź na pytanie, czym jest Europa Środkowa.

Warto przypomnieć inny ważny esej z lat osiemdziesiątych, esej Petera Handkego, który pisał, że Europa Środkowa to fenomen meteorologiczny. Między Słowenią a Austrią mamy góry, a nie żadną „żelazną kurtynę”, argumentował Handke. Przekonywał, że pasmo górskie zatrzymuje chmury i dlatego my, w Słowenii mamy słońce, a Austriacy – deszcz. Teraz nadszedł moment, w którym Europa Środkowa stała się dla nas fenomenem meteorologicznym: niezbyt się nią przejmujemy i gdy mówią w telewizji, że w Europie Środkowej pogoda będzie dobra, to uśmie‑ cham się, bo za czasów zimnej wojny nie wolno było nawet powiedzieć „Europa Środkowa”.

Jeśli zaś chodzi o kawiarnie, nie powinniśmy tak łatwo przechodzić nad dziedzictwem Austrii jak nad czymś bezproblemowym. Termin „Europa Środkowa” pojawił w latach sześćdziesiątych XX wieku w książce Claudia Magrisa Mit habsburski. Dlaczego? Dlatego że wtedy nie można było mówić o niemieckiej obecności i niemieckim dziedzictwie w Europie w sposób neu‑ tralny, więc pojawiła się nostalgia za Europą sprzed pierwszej wojny światowej, bo tylko w ten sposób mog‑ liśmy zapomnieć o dziurze między rokiem 1914 a 1945.

Rok 1989 był annus mirabilis, ale później w moim kraju, Słowenii, wydarzyła się wojna dziesięciodniowa i entuzjazm opadł; następnie przyszło oblężenie Sarajewa. I tu dochodzimy do kwestii, dlaczego miasta są tak istotne: architekt i burmistrz Belgradu Bogdan Bogdanović zawsze mówił o wojnie w byłej Jugosławii jako o kulturobójstwie. Najbardziej bowiem zniszczone w Bośni i Hercegowinie – Sarajewo i Mostar – ale także w Dalmacji – Dubrownik! – zostały symbole pokojowego współistnienia bardzo różnych religii i tradycji w jednym miejscu. W czasie wojny to wszystko stało się celem ataku, aby utorować drogę nowym nacjonalizmom. Dlatego dziś mia‑ sta pozwalają nam zrozumieć, jak możemy współ‑ egzystować i kultywować własną tradycję i historię, jednocześnie nie narzucając jej innym. Jak stworzyć złożoną rzeczywistość, która będzie żywa i zrozumiała. To jedna z ról, jaką miasta takie jak Kraków, Sarajewo czy Barcelona – która bardzo solidaryzowała się z Sarajewem i bardzo mu pomagała – powinny odgrywać w dzisiejszym świecie.

Zresztą między Barceloną a Krakowem można zauważyć wiele podobieństw. Po pierwsze, Barcelona to miasto, które musi uporać się z turystyką – przestała być ona sukcesem, a stała się problemem. Piękno i autentyzm miasta można podziwiać tylko wtedy, gdy ludzie naprawdę mieszkają w średniowiecznych domach. Barcelona stara się być wciąż miastem, w którym da się żyć, chodzić na targ i robić tam zakupy. To również przestroga dla Krakowa na – być może niedaleką – przyszłość. Po drugie, ważna jest otwartość. Barcelona zawsze była otwarta na Europę, a także na kraje zamorskie. Kiedy myślimy o podziałach przebiegających przez Europę, powinniśmy pamiętać nie tylko o konflikcie między Wschodem a Zachodem, ale także między Północą a Południem. Na tej granicy budzą się jeszcze potworniejsze demony, które będą dzielić nasz kontynent. Musimy więc pracować nad otwartością i myśleć o sobie samych jako o progu, a nie jak o granicy.

Shlomo Avineri: Kraków od początku był jednym z ważniejszych ośrodków druku w tej części Eu‑ ropy. Pierwszą książkę wydano tu w 1474 roku – to łaciński Almanach Cracoviensis, natomiast 1530 to data wydrukowania pierwszej w Krakowie książki po hebrajsku. Oznacza to, że począwszy od 1530, aż do 1939 roku Kraków był również dużym ośrodkiem żydowskiego drukarstwa w całej Europie Środkowej. Trzeba więc pamiętać, że idea Europy Środko‑ wej przed 1939 rokiem była ideą Europy transreligij‑ nej i transnarodowej. Tak o tej części kontynentu my‑ śleli na przykład Joseph Roth czy Franz Kafka. Wielu podobnych im artystów i myślicieli łączyło idee socjalizmu i marksizmu.

To jest coś, czego już nie ma, co zniknęło. Doświadczamy równocześnie obecności i nieobecności tej wspólnoty. Na przykład wizja Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, gdzie pracuję, powsta‑ ła w głowie kogoś, kto pochodził z tej części Europy – Teodora Herzla, ojca nowoczesnego syjonizmu, który urodził się w Budapeszcie, a kształcił w Wiedniu. Wielu żydowskich intelektualistów, którzy odebrali edukację w Wiedniu, pochodziło z Krakowa, Rzeszowa, Lwowa. Toteż współczesny Izrael jest państwem bardzo złożonym: nie tylko wyrosłym na dziedzictwie imperium tureckiego, ale też jednym z sukcesorów imperium rosyjskiego i Austro‑Węgier. Wystarczy spojrzeć, jak żywa jest kultura kawiarni w Jerozolimie czy Tel Awiwie.

Kiedyś rozmawiałem ze studentami, którzy wzięli udział w studenckiej wymianie z Polską i odwiedzili również Kraków. Zwracali oni uwagę na różnice między Warszawą i Krakowem. Warszawa jest nowo‑ czesnym miastem, w którym widoczna jest również pamięć: powstanie warszawskie i powstanie w get‑ cie; w Krakowie natomiast – i nie tylko ze względu na Kazimierz – widzimy tradycję i dziedzictwo, które może zostać przekute we współczesność. Krakow‑ ska współczesność zatem ciągle zachowuje kompo‑ nent dziedzictwa. Co ciekawe, różnice te podkreślały osoby, które nie miały żadnych związków z tą częścią Europy i nigdy wcześniej w Polsce nie były.

Tę spuściznę możemy obserwować także w kulturze politycznej: choć niewielu Izraelczyków zdaje sobie z tego sprawę, politycy pochodzący z tej części Europy, niezależnie, czy reprezentują prawą czy lewą stronę politycznego spektrum, uosabiają kulturę negocjacji, tworzenia koalicji, a nie koncentrowania się na władzy większościowej, ponieważ ona oznacza, że pozostaje jakaś wyłączona z władzy mniejszość. To nie przypadek, że ktoś taki jak Martin Buber miał wiedeńsko‑lwowskie korzenie: stąd pochodzą wieloreligijne, wieloetniczne idee włączania, a nie wyłączania.

Ponadto nie tylko w Europie Środkowej, ale także gdzie indziej odczuwamy długofalowe konsekwencje upadku komunizmu. W 1990 roku wszyscy myśleli, że gdy zniknie komunizm, będziemy mieć na wschód od żelaznej kurtyny demokrację w idealnym stylu zachodnim. Dwadzieścia pięć lat później widzimy, że nie jest to takie łatwe, że nie udało nam się osiągnąć pluralistycznego modelu demokracji. I nie chodzi tylko o Rosję, ale także o kraje Grupy Wyszehradzkiej. Trzeba więc zrozumieć, że alternatywą dla komunizmu nie była demokracja, tak jak wielu intelektualistów miało nadzieję. W moim odczuciu jest to wyzwanie – nie tylko dla Europy Środkowej, ale również dla Zachodu. Te same problemy widzimy w Izraelu, który także zmierza w problematycznym, niewiadomym kierunku.

To, co się działo w hitlerowskich Niemczech, skrajny nacjonalizm, jest synonimem zła. Ale nacjonalizm ma dwie twarze. Rzecz jasna z jednej strony mamy nacjonalizm skrajnej prawicy. Z drugiej stro‑ ny jednak istnieje nacjonalizm pozytywny: ludzie nie utożsamiają się ze światem jako takim, z ludzkością jako taką, lecz raczej ze swoim miejscem, z ojczyzną, językiem, pamięcią, które są szczególne, specyficzne. Próba połączenia tego z wizją uniwersalną wydaje mi się dużym wyzwaniem. Skutki tego widzimy także w krajach zachodnich, nie tylko w Europie Środko‑ wej. Moim zdaniem Kraków może być przykładem tego, jak zachować silny związek z historią i tradycją, która ma także wymiar religijny, ale nie oznacza to, że jest hegemoniczna, totalitarna. Stadtluft macht frei, powietrze miejskie czyni wolnym – ta średniowiecz‑ na zasada miejska jest źródłem i esencją wolności.

Mykoła Riabczuk: Lekcja komunizmu w Europie Środkowej jest najbardziej widoczna w tkance miej‑ skiej, w nazwach ulic, w pomnikach, w budowlach. To one najbardziej rzucały się w oczy, dlatego najła‑ twiej było się ich pozbyć. Usunęliśmy je więc bardzo szybko: czy w Krakowie, czy w Pradze, czy we Lwo‑ wie. Gorzej było z tym, co komunizm próbował zmienić głębiej – w tkance społecznej i w kulturze – rozu‑ mianej szeroko jako sposób życia. W tych obszarach wysiłki totalitaryzmu były potężne, toteż deformacje, które on spowodował, są znaczne. Budowanie wspaniałego nowego świata wymagało usunięcia mieszczaństwa – może nawet zbyt szeroko pojmowanego – jako warstwy reakcyjnej. To oznaczało też eliminację pewnego sposobu życia, tego, co nazywamy kulturą mieszczańską. Trzeba pamiętać, że spo‑ łeczeństwo obywatelskie to po niemiecku bürgerliche Gesellschaft, czyli społeczeństwo mieszczańskie, „burżuazyjne”, i ono właśnie było przez czerwony totalitaryzm zwalczane. Sowiecka inżynieria społeczna zakładała nie tylko eliminację tej reakcyjnej warstwy, ale też zastąpienie jej klasą postępową – proletariatem. Niemniej ponieważ w tej części kontynentu nie było go zbyt wiele, wymyślono, żeby w proleta‑ riat przekształcić chłopów. Wiązały się z tym procesy wykorzenienia i masowych przesiedleń do miast. Paradoks polega na tym, że to nie miasta zurbanizowały chłopów, lecz chłopi zruralizowali miasta. W Krakowie jest to mniej widoczne, jako że Nowa Huta po‑ wstała w pewnym oddaleniu od centrum.

Gdy mówimy o lekcji komunizmu, nie doceniamy nacjonalizacji własności prywatnej, a zwłaszcza wywłaszczania kamieniczników, co było niezwykle istotnym procesem zmieniającym strukturę miasta. Na Ukrainie ta kwestia jest niezauważana i mimo że mamy ważne ustawy o dekomunizacji, nikt nie mówi o reprywatyzacji. A przecież reprywatyzacja jest ważną częścią dekomunizacji i choć minęło sporo lat, chodzi o podstawowe rzeczy: zadośćuczynienie i odbudowanie prawa. Te zasady obowiązują w Europie od ośmiu stuleci, od Magna Carta Libertatum, która mówiła, że żaden człowiek nie może bez sądu zostać pozbawiony życia, wolności i własności. W Polsce reprywatyzacja została przeprowadzona, na Ukrainie mamy to wciąż przed nami.

Kraków – tak jak Praga czy Wilno – mimo ogromnej presji nie został zsowietyzowany i to jest jego specyfika. Ale dlaczego w tych miastach nie udało się tego zrobić, a gdzie indziej to się powiodło? Można różnie to tłumaczyć: spuścizna łacińskiego chrześcijaństwa, prawo magdeburskie, które rozprzestrzeniło się aż za Dniepr, nawet architektura. Zilu struję to anegdotą. Pamiętam, jak na początku lat siedemdziesiątych siedzieliśmy w centrum Lwowa w kawiarni i byliśmy przygnębieni, bo nastąpiła kolejna fala represji, wiele osób zostało uwięzionych, rusyfikacja się nasilała, ukraińskość była traktowana z wrogością, bo kojarzyła się z „nacjonalizmem burżuazyjnym”. Niektórym z nas wydawało się, że jesteśmy skończeni. I wtedy jeden ze starszych kolegów – fotograf, co ważne, bo to znaczy, że miał wrażliwe oko – wskazał za okno kawiarni, na lwowski rynek, i powiedział: „Koledzy, czy naprawdę uważacie, że to miasto uda się kiedykolwiek zsowietyzować? Że w tę architekturę można wtłoczyć »ludzi radzieckich«, homines sovietici?”. Trudno mi to wyjaśnić, ale miał rację.

Środkowoeuropejskie miasta – w tym Kraków – mają jakieś szczególne dziedzictwo, które je uodparnia na sowietyzację. Pisał o tym Zagajewski w wybitnym eseju Wysoki mur: o wspaniałym napięciu duchowym, które musi przetrwać mimo wszystko. Kundera z kolei opisywał spikera węgierskiego radia, który w październiku 1956 roku po wkroczeniu wojsk sowieckich rzuca ostatnie zdanie: „Zginiemy tutaj za Węgry i za Europę”. Jak pisze Kundera, zginąć za ojczyznę i Europę jest nie do pomyślenia w Moskwie i Leningradzie, ale w Budapeszcie czy Warszawie to zupełnie naturalne. Sądzę, że w Krakowie również. Także we Lwowie, ale okazało się, że również w Kijowie. Ci, którzy w 2014 roku ginęli na Majdanie, umierali także za Europę. Może w dzisiejszej Europie trudno to pojąć, ale już w Europie Środkowej jest to wciąż zrozumiałe. Zresztą Majdan miał dwa źródła: pomarańczowa rewolucja to było dziedzictwo Europy, tak jak aksamitna rewolucja w Czechach. I ona uczyniła Kijów miastem bardziej europejskim, lecz po eskalacji agresji sprowokowanej przez władzę odżyła też inna tradycja: kozackiej Siczy Zaporoskiej.

Nawiązując do Kundery, chciałbym jednak wskazać na rewizję, jaka dokonuje się teraz na Ukrainie. Niedawno ukazał się bardzo ciekawy artykuł młodego filozofa Wołodymyra Jermołenki, który napi‑ sał dokładnie tak:

Koncepcja Zachodu porwanego okazała się ratunkiem dla Europy Środkowej, ale fatalna dla Europy Wschodniej. Zamiast zburzyć mur między Wschodem a Zachodem, ona tylko przesunęła go dalej na wschód. Zamiast zwalczyć totalitaryzm jako zjawisko uniwersalne, ona tylko zlokalizowała je geograficznie na obszarze Związku Sowieckiego, czyniąc w ten sposób nasze wschodnioeuropejskie ziemie na zawsze wyklętymi. Ta uproszczona idea okazała się jednak skuteczna. Trudno sobie wyobrazić instytucjonalne poszerzenie Unii Europejskiej po 2000 roku bez tych ideowych przemian. A jednak od tego czasu ten skuteczny schemat przekształcił się z rewolucyjnego w reakcyjny, z dynamicznego modelu w konformistyczną kliszę, utrzymującą status quo. Nie wytrzymuje on już krytyki ze strony nowej fali poszerzenia idei Europy, nie ma już czegoś takiego jak demonicznie totalitarny Wschód; wolność może obudzić się i na Wschodzie, jak zresztą gdziekolwiek. To tylko kwestia czasu.

Dla Ukrainy idea Europy ucieleśniona jest w in‑ stytucjach europejskich, w Brukseli i Strasburgu. W instytucjach, które reprezentują demokrację li‑ beralną, rządy prawa. Jednak w praktyce to Polska okazuje się dużo ważniejsza, to ona jest dla nas namacalnym przykładem demokracji. Z Francją czy Niemcami dzieli nas bardzo wiele – Polska jest tuż obok. Polakom się udało, Krakowowi się udało, to nam też się uda – wierzymy – bo należymy do tego samego świata, żyliśmy kiedyś we wspólnych strukturach państwowych, byliśmy niegdyś jednym narodem politycznym. Nasi politycy, biznesmeni, media odwołują się przede wszystkim do polskiego doświadczenia.

Czasem wydaje mi się, że Lwów jest prawie taki sam jak Kraków. Spacerując po jednym i po drugim, trudno tak naprawdę wyjść z centrum. Natomiast Charków, który jest położony sto kilometrów od granicy rosyjskiej (i przez pewien czas był stolicą Ukrainy), był zawsze zimnym, skostniałym, zsowietyzowanym miastem. Jednak kiedy niedawno go odwiedziłem i wszedłem do kawiarni, byłem zaskoczony, bo było tam czysto, ciepło, porządnie i w tym miłym wnętrzu był nawet kącik dla dzieci, co więcej rozmawiało się po ukraińsku. Przez chwilę nawet pomyślałem z humorem, że to prowokacja, że zostałem rozpoznany i grupa w kawiarni przeszła na ukraiński z mojego powodu. Wszystko wyglądało dość niezwykle dla tego zsowietyzowanego miasta. I jednak to lwowska sieć kawiarni Kopalnia Kawy, a nie McDonald’s, otwarła swój oddział w Charkowie.

Larry Wolff – profesor historii na Uniwersytecie Nowojorskim, dyrektor tamtejszego Centrum Studiów Europejskich i Śródziemnomorskich.

Emil Brix – dyplomata i historyk, w latach 1990–1995 konsul generalny Republiki Austrii w Krakowie, obecnie ambasador Austrii w Rosji.

Simona Škrabec – literaturoznawczyni, eseistka i tłumaczka. W roku 1992 przeprowadziła się do Barcelony, gdzie mieszka i pracuje do dziś. Autorka Geografii wyobrażonej (2013).

Shlomo Avineri – politolog, ekonomista, były dyrektor generalny izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie.

Mykoła Riabczuk – krytyk literacki, eseista i publicysta, poeta, pracownik naukowy Instytutu Badań Politycznych i Etnonarodowych Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie.