Josef Frank: Against Design. Das anti-formalistische Werk des Architekten / The Architect's Anti-Formalist Oeuvre

red. Christian Thun-Hohenstein, Herrmann Czech, Sebastian Hackenschmidt
Birkhäuser, Wiedeń 2016

Publikacja towarzysząca wystawie Against Design nie tylko dokumentuje dzieła zebrane Josefa Franka, ale też zawiera bogatą część teoretyczną, przybliżającą czytelnikowi postać tego niezwykłego architekta i projektanta. Autorzy esejów skupiają się na bardzo różnych wątkach życia i twórczości Franka, różna też jest skala ich obserwacji: od wnikliwej analizy kilkunastu modeli krzeseł czy wzorów tekstyliów do szerszych refleksji nad pozycją teoretyczną twórcy i jego roli w świecie architektury i projektowania. Tym, co wyłania się jednak z niemal wszystkich tekstów i uderza czytelnika, jest spójność widoczna w podejściu teoretycznym i realizacjach Franka, jego niezgoda na podążanie którąś z wiodących ówcześnie ścieżek i obranie własnej drogi, a także aktualność jego prac.
Komfort, wygoda, zwyczajność, bezpretensjonalność, praktyczność, naturalność, elastyczność, mobilność, upodmiotowienie, różnorodność, przypadek – to chyba najważniejsze słowa kluczowe, które opisują działalność Franka. Nie interesowało go dogmatyczne podążanie ani za modernizmem, z jego ideą standaryzacji, mechanizacji i silnym odcięciem się od mieszczańskiej przytulności („sentymentalna histeria”, jak nazywał ją Le Corbusier), ani za dekoracyjnością Warsztatów Wiedeńskich. Odcinał się od ideiGesamtkunstwerk– skończonego, kompletnego dzieła sztuki, które należy pozostawić w nieskalanej formie. Być może to, że Franka nie można powiązać z żadną szkołą teoretyczną, gdyż jego podejście teoretyczne oraz samą twórczość cechował eklektyzm, sprawiło, że jego nazwisko nie jest i chyba nigdy nie było powszechnie znane. Pozostawanie nieco na uboczu głównego nurtu architektury stało się zresztą przyczyną goryczy twórcy, który pod koniec życia zwierzył się w liście do przyjaciółki, że nie osiągnął tego, co zamierzał.
Szkoda, że rezygnacja z ostrych, bezkompromisowych haseł na rzecz konsekwentnego poszukiwania tego, co oznacza dobra architektura, nie przyniosła autorowi takiego uznania, jakiego oczekiwał. Z dzisiejszej perspektywy jego podejście wydaje się bardziej aktualne niż wiele z popularnych haseł modernistycznych. Głęboko humanistyczna architektura Franka skupiona była na potrzebach mieszkańca. Choć cenił praktyczność i funkcjonalność, przywiązywał również wagę do takich aspektów zamieszkiwania, które choć nie są obiektywnie funkcjonalne, sprawiają mieszkańcom przyjemność. Mimo że sądził, iż istnieją pewne ogólne wytyczne dobrego mieszkania, takie jak konieczność doświetlenia, kontaktu z przyrodą (ogród, balkon) czy sensowne przejścia z jednego pomieszczenia do drugiego, nadrzędną wartością było dla niego upodmiotowienie (empowerment) mieszkańca – możliwość przekształcania przestrzeni, dopasowywania jej do własnych potrzeb. Trzeba zauważyć, że nie było to podejście popularne wśród modernistycznych architektów współczesnych Frankowi. Modernizm, choć miał służyć potrzebom człowieka, wychodził z założenia, że człowieka trzeba najpierw nauczyć, co jest dla niego właściwe (higiena, funkcjonalność, otwartość etc.). Frank uznawał natomiast, że człowiekowi należy zapewnić narzędzia do przekształcania otoczenia. Jego koncepcja zamieszkiwania dobrze wyraża się w idei pokoju dziennego, który uważał za najistotniejsze pomieszczenie w domu. Idealny pokój dzienny jego zdaniem nigdy nie jest skończony, ale żyje, ewoluuje wraz z jego mieszkańcami. Wydaje się zatem, że rola architekta, jaką proponuje Frank, ma wyraźnie zakreślone granice: pomieszczenie przezeń zaprojektowane nie jest i nie powinno być zamkniętą, gotową bryłą, dziełem sztuki czy też modelem idealnie „funkcjonalnego” wnętrza, ale raczej przestrzenią, która jest dopiero na jakimś etapie swojego rozwoju i dopiero jej użytkowanie pozwoli na dalszą ewolucję. Wielokrotnie powtarzane w analizach prac i myśli Franka słowo „przypadek” nie oznacza oczywiście, że architekt oddaje władzę chaosowi, ale raczej że uważa on, iż należy doceniać siłę i piękno niedających się przewidzieć działań użytkownika. To one potrafią dodać mieszkaniom szczypty tego charakterystycznego elementu, który z braku lepszego słowa możemy nazwać duszą domu. Katalog z wystawy obejmuje dwadzieścia bardzo zróżnicowanych esejów. Christoph Thun-Hohenstein ukazuje głęboki humanizm cechujący działalność Franka, zwraca też uwagę na to, że odbiorcami jego prac nie była jedynie elita finansowa, ale i mniej zamożni obywatele – Frank był jednym z aktywistów, którzy zaangażowali się w projektowanie tańszych domów i mieszkań po pierwszej wojnie światowej. Ursula Prokop pisze o żydowskim pochodzeniu twórcy, które mocno wpłynęło na jego losy zawodowe – było bowiem przyczyną emigracji z nazistowskiej Austrii do USA. Ten wątek jest też istotnym elementem kolejnego eseju autorstwa Eleny Shapiry, która bardzo interesująco opisuje, jak projektując mieszkania dla swoich żydowskich klientów, Frank wykorzystywał ich i swoje strategie pokonywania kondycji outsidera. Dla Franka było to wyzwanie, które wpasowywało się w jego ideę upodmiotawiającego dizajnu. Inni architekci podchodzili do tego wyzwania inaczej: Josef Hoffmann poprzez dekoracyjność wnętrz podkreślał elitarność, inność, wyjątkowość swoich żydowskich klientów. Adolf Loos przeciwnie: kierując się chęcią integracji i zwiększenia mobilności społecznej Żydów, projektował dla nich wnętrza typowo brytyjskie.– Żydzi idealizowali Anglię jako miejsce, gdzie przeciwnie niż w Austrii byliby traktowani z szacunkiem. Frank z kolei pokazał swoim klientom możliwość wyjścia z ograniczających, mieszczańskich ram i prowincjonalizmu austriackiego, otwierając ich wnętrza na szerszą europejską tożsamość. Jego projekty pokazywały zarazem zmagania Żydów w poszukiwaniu swojego miejsca i tożsamości.
Iris Meder w swoim eseju skupia się na krytyce architektonicznej, szczególnie tekstach Maxa Eislera dotyczących twórczości Franka. Zwraca uwagę na to, że Franka i jemu współczesnych łączyło traktowanie architektury jako systemu podobnego do języka. Istotny był też wymiar etyczny. Meder ukazuje także podstawowe podziały ówczesnego środowiska architektonicznego; Frankowi najbliżej było do Loosa i Oskara Stranda, podczas gdy wiele dzieliło go od Warsztatów Wiedeńskich, Hoffmanna i Clemensa Holzmeistra.
Otto Kapfinger omawia zaangażowanie Franka w budownictwo komunalne i jego projekty mieszkań, jednak decyzja autora, by przedstawić wydarzenia chronologicznie, sprawia, że tekst może być nużący dla czytelnika. Bardzo ciekawe są priorytety, jakie przyświecały Frankowi w jego projektach mieszkań (od s. 107). Każde mieszkanie musiało mieć prywatną przestrzeń otwartą – substytut ogrodu, wszystkie musiały też mieć balkony. Dla Franka istotna była relacja mieszkania z jego zewnętrzem, doświetlenie i możliwość dojścia do sypialni i kuchnio-jadalni z pokoju dziennego. Wyróżniał się też wśród innych projektantów wyborem koloru: sjena palona zamiast oficjalnych ciemnych barw.
Christopher Long zwraca uwagę na elastyczność projektów Franka, jego dbałość o to, by meble były przesuwne, niechęć do sztywnych, zabudowanych rozwiązań, dopuszczanie pewnej dozy nieprzewidywalności i elementu przypadku. Natomiast Mikael Bergquist i Olof Michélsen omawiają krytyczne nastawienie Franka do modernizmu (mimo że sam uważał się za przedstawiciela tego nurtu) i jego przekonanie, że dom i jego wnętrze są najważniejszymi zadaniami dla architekta. Dom ma być oazą, w której można schronić się i być sobą, a nie zmuszać się do przystosowywania do zewnętrznych okoliczności. W swoim drugim tekście Meder omawia tematykę ogrodów i natury oraz wątek organiczności i przyrody przeciwstawianych przez Franka coraz bardziej mechanicznemu charakterowi świata. Sebastian Hackenschmidt wreszcie podkreśla, jak ważna dla Franka była praca rąk. Architekt wieszczył wyparcie rzemieślniczej produkcji przez całkowitą mechanizację. W jednym ze swoich tekstów tak argumentował: „Mamy w zwyczaju otaczać się w domu przedmiotami wykonanymi ręcznie, jako że zrozumieliśmy, iż przynoszą nam więcej ukojenia niż te stworzone przez maszyny – przekazują spokój, z którym uważna dłoń rzemieślnika powoli je tworzyła. Czujemy się bardziej u siebie w pokoju umeblowanym takimi przedmiotami, niżeli otoczeni meblami, których pospieszna i wyzuta z uczuć produkcja zasługuje jedynie na równie pospieszne rzucenie na nie okiem”.
Druga część publikacji wydaje się mniej atrakcyjna dla czytelnika, ponieważ część tekstów poświęcona jest bardzo szczegółowym kwestiom, podczas gdy wcześniejsze ukazywały prace Franka w szerszym kontekście i mocniej podkreślały jego teoretyczne zapatrywania. Jiří Uhlíř analizuje drobiazgowo modele krzeseł dla Thonet-Mundus, których projekt przypisuje się Frankowi – zastanawia się, które z nich mogły być jego dziełem. Ciekawsza wydaje mi się jednak kwestia tego, że dzisiejsze odkrycie na nowo krzeseł TON po raz kolejny wskazuje na aktualność projektów Franka. Angela Völker, Claudia Cavallar i Sebastian Hackenschmidt zajmują się tematem tkanin projektowanych przez Franka. Warto zauważyć, że jak wszystko, czym się zajmował, tworzone przezeń wzory tkanin były złożone, dynamiczne i zróżnicowane. Christopher Long, w tekście poświęconym związkom Franka z USA (gdzie przez pewien czas mieszkał), zauważa, że choć Frank czerpał również z wzorów brytyjskich, cenił w amerykańskich wnętrzach bezpretensjonalność, praktyczność i komfort. Ostatnie trzy artykuły traktują o związkach Franka ze Szwecją, dokąd emigrował w latach trzydziestych i gdzie pracował dla firmy Svenskt Tenn jako główny projektant. Interesujący skądinąd tekst o IKEA autorstwa Jana Norrmana jest jako jedyny niemal zupełnie oderwany od twórczości Franka – szkoda, ponieważ ciekawie byłoby przeprowadzenie szerszej analizy tego, na ile podejście projektanta było podobne lub różne od idei przyświecającej twórcom IKEA (Frank z pewnością nie popierał masowości i mechanicznej produkcji, jednak sterty książek na stoliku nocnym w sklepowych aranżacjach to właśnie wyraz brania pod uwagę przypadkowości i dynamiki, o której pisał).
Zaprojektować mieszkanie, w którym będzie się dobrze i przyjemnie mieszkało, które będzie służyć mieszkańcom, dojrzewać i ewoluować wraz z nimi, które znajdzie balans między dekoracyjnością a funkcjonalnością i umożliwi elastyczne zmiany – mogłoby się wydawać, że te cele są banalne. Postulaty Josefa Franka oferują jednak alternatywę wobec historii architektury, która dążyła czasami zbyt mocno w stronę walki rozmaitych „izmów” i zbyt dogmatycznie podchodziła do swojej misji, odrywając się od człowieka i jego potrzeb.

Marta Skowrońska